Martwi – Zapis 1118

Sen z 22.10.2026 Godz: 23:50

 

Byłam, nie mam zielonego pojęcia gdzie. Ale przez moment jak stałam w drzwiach składziku to lokalizacja mi mignęła tak jakby domu rodzinnego. Te drzwi składu nad stajnią, ale przesunięte w lewo i do tyłu względem tego jawowego.Weszłam na górę, by ratować ostanie rzeczy, bo była zima i musieliśmy przerwać. Znalazłam wreszcie jakieś ziarno i świnie, bo właściciel poddasza to skamuflował. Świnie mi wypadły z worka jak brałam i były to tylko łby z kręgosłupem i reszta flaków. Ale zobaczyłam że obok tusze są są porcjowane i czyste. Zostawiła łby i wzięłam czyste mięso. Dodatkowo leszcze były piesi z kurczaka.

I niby reszta stała na zewnątrz, ale jak znalazłam pierwsze zapasy byli już przy mnie i razem to znoili do otworu drzwi.

I pamiętam, że rzucałam to wszystko na dół i znalazłam się z nimi przy stole. Siedzieliśmy na i Kobieta z naprzeciw mnie mówiła, że jego tu nie ma, bo coś tam,  tam coś. I tak gada, więc zadałam jej pytanie.

– Wy też jesteście martwi?

Ale zrobiła oczy !! jak talary, więc dopowiedziałam –  Odpowiadaj na pytanie!

I zaczęłam się przechylać i napierać prawym bokiem na siedzącego obok mnie Mężczyznę. I tak patrze a ten zmienia strukturę i widzę go jak czarnego niedźwiedzia w kapeluszu. Takiego obronnego o lśniącej czarnej sierści. A następna kobieta która siedziała obok niego, zaczęła przebijać rysy twarzy jak wiewiórka. To znowu tam z przodu też idzie, ale jak kot i takiej postury i wielkości. Powiedziałam patrząc; 

– No tak, taki Czaruś. 

Tylko moja rozmówczyni nie przebiła. Patrzyła na mnie zaszokowana, ale żadnych cech zwierzęcych nie pokazała. I zaczęłam wychodzić ze snu i tak kurczowo trzymałam się swoich słów i obrazów i oblało mnie niesamowite gorąco. Jak usiadłam, by to spisać, nadal czułam ten wyrzut potu.