Strzyga – Zapis 1039
Sen z 04.05.2026
Byłam w mojej podstawówce na górnej kondygnacji. Miałam chyba tam jakieś swoje dziecko zapisywać czy co. Zebranie było i już bylam zniecierpliwiona. Zeszłam więc na dół porozmawiać w małej grupie. Miałam na sobie długą suknie wieczorową z koralikami i kryształkami w kolorze babyblue. I biały sweterek czy narzutkę. Tak jakbym była już gotowa na wesele. Schodząc czy wchodząc po schodach musiałam ją elegancko podtrzymywać żeby się nie przewrócić.
I przyjechała średnia Serafinka, ale mnie przytulała, jak rodzinę. Na odchodne rzuciłam że pojedziemy na kawę, ale numeru już nie wzięłam, a tym bardziej nie dałam, ale przecież był messenger. I jakoś stałam przy kontuarze, jakby zniknęła podstawówka, a znalazłam się w innej przestrzeni. Dwa blaty z kobietami za nimi, w miejscu tej śmierdzącej szatni. Ale tylko przeszłam i znowu widziałam to jak podstawówkę. Traciłam już cierpliwość, i znowu weszłam na górę.
Na załamaniu schodów zobaczyłam dwoje dzieci. Chłopca i dziewczynkę i dziewczynka chyba płakała albo próbowała się bronić. I wiem dlaczego, bo jak ja przechodziłam to ten mały uszczypał mnie w dupę. Bardzo mocno i boleśnie. Złapałam go za fraki i podeszłam z nim do zebrania, ale prowadząca, stara prukwa zmierzyła mnie wzrokiem jak intruza. Wstałam więc i zapytałam w którym pokoju są nauczyciele. Trochę to wywoływało poruszenie i że niby w dwójce, ale jakby te drzwi były właśnie za zebraniem. Zeszłam więc na dół z tym małym oszołomem.
Na zewnątrz dopadła mnie Agata wielka obrończyni uciśnionych. I na mnie, bo widziałam, że to niedorobione dziecko cały czas przy mnie. Od czasu do czasu kąsa, a ja go tam zdzielam jak złośliwego psa. Zapytała czy idzie moje dziecko na wesele do Marysi. Powiedziałam, że tylko ja idę. Wytłumaczyłam to jakoś, że to przez sale. To dziecko wyrwało mi sweterek i się owinęło, zabrałam więc i tym sweterkiem walnęłam go przez łeb. No to minie ugryzł. I właśnie wtedy Agata napadłam na mnie słownie, więc pytam ją, a jakby zaatakował twoja córkę? A ona nic, tylko odwraca się od mnie i umyka w bok. No to ją obeszłam i znowu staję na przeciw i pytam o to samo. A ta znowu unik. Złapałam ją więc za gardło i myślę wyduszę z ciebie tą prawdę, i pytam po raz kolejny. I nie wiem czy opowiedział, czy nie bo znowu mnie to gówno ugryzło. Dodatkowo włożyło sobie na plecy mój sweter, a kocotka dodatkowo w dupę. I wyglądało jak zwierzę, mała sarna czy koza, bo stało na czterech łapach.
Agata się rozpłynęła, ale pojawił się Dariusz z podstawówki. I coś mówił, ale patrzyłam na jego zęby. Miała ogromną przestrzeń gębową i na takim drucianym rusztowaniu uwiązane jakieś pniaki, dosłownie resztki zębów. Dyndały na tych drucikach jak zawieszki. I jak podniosłam wzrok to już nie widziałam to jak zęby, ale jak jak zawieszone bardzo stare klucze oczkowe. Tak jakbym patrzyła na stary warsztat, albo ścianę starego domu i wszystko w kolorze właśnie starych pniaków i rdzy. Obniżyłam więc wzrok i znowu patrzyłam w gardziel a Dariusz coś mówił, ale nie wiem co.