Salonik hazardowy – Zapis 1038
Sen z 03.05.2026
Nie wiem gdzie byłam. Takie to miejsce było dziwne. Ale światło było jakby znajome i mogła to być strona rodzinna, ale przez ułamek sekundy całego mojego życia, więc nie jest pewna. Siedziałam z jakimiś ludźmi i była moja Córka I Partner. I coś się stało, bo weszliśmy w skraj lasu. W takim dole leżały dragi na sztorc, a w nich przy krawędzi wykopu martwy mężczyzna. Jeszcze świeży, bo nie było żadnych procesów rozkładu. Obok był drugi wykop i tam jak zajrzałam to leżało ich dwóch. Takie to było dziwne jak paleniska czy co. To drzewo też było świeże, bo chyba widziałam zielone igliwie. Mężczyźni jak chłopi, a dół dosyć głęboki, bo prawie na dwa metry. Chyba że oni już byli mocno poskładani, ale wciąż na siedząco.
Znaleźliśmy się naszym starym mieszkaniu. Dziadostwo było jak obecnie. Ktoś u nas był i zasłona była nie zaciągnięta. Widoczna była cała wyżarta ściana gipsowa z czarnym nalotem pleśni. Gość tam wszedł i wyszedł, nawet nie wiem kto to był.
I znalazłam się na rynku kolbuszowskim. Moja Córa była przewodnikiem. Weszłyśmy do lokalu obok starego Lasowiaka i znalazłyśmy się w salonie gier. Ona od razu usiadła do maszyny i zaczęłam grać. Ja trochę postałam, bo nic nie było wolnego, ale wreszcie jakiś facet się podniósł to też usiadłam. Wrzuciłam kasę i nie wiem co to była za gra. Tam nic się nie kręciło. Panel wyglądał jak techniczny z kilkoma warstwami graficznymi które dopiero trzeba było złożyć w całość. Tak jakby każda z osobna służyła do wyłapywania błędów. Po prawej jakieś wykresy. I licznik. I to widziałam, chociaż początkowo za piątkę poszło mi na 206 szybko zeszłam do zera. Młoda też skończyła.
I niby wyszłyśmy na ulice, ale przy następnym lokalu w stronę 51 była kolejka, chyba za lodami. I ja chciałam się ustawić na końcu, ale Córka wepchała się bezceremonialnie jak do siebie i weszła do srodka i najlepsze nikt jej nie zatrzymał.