Wskaziciel – Zapis 1109
Sen z 04.10.2026
Obudziłam sie by zmienić pozycje i położyłam się na plecach. I nawet nie zasnęłam dobrze, a już Gdzieś byłam, chyba na targach i pszczoła mi usiadła na samym czubku opuszka palca wskazującego prawej ręki. I wbiła żądło, nie zdążyłam poczuć bólu, bo mocno strzepnęłam ręką. Tak mocno, że aż wyrwało mnie ze snu. Była godzina 23:30, 03.10.206.
Byłam w miejscowości rodzinnej, w bibliotece utworzyli siłownie. Dwie kobiety zaczęły mnie przepytać jakie ćwiczenia były, w czwartek za żywo, tam gdzie teraz chodzę. I zaczęły mówić o moim trenerze boksu, że też czekają na niego. Wychodziło na to, że tu też miał przerwę, tak jak na siłowni na żywo. Ciągnęły ze mnie te informacje o ćwiczeniach dotąd, aż przypomniałam sobie wszystkie. Zapytały jeszcze czy widziałam Murzynów. Odpowiedziałam że tak, bo minęłam dwóch takich w drzwiach biblioteki. Amerykanów, czarnych, grubych i ubranych w stroje chyba Dodgers. Obudziłam się, była 3:15.
Pojechałam na Ostrowy do trenera. Siedziałam u niego w pokoju i rozmawialiśmy. Towarzyszyła nam cały czas kobieta. Taki ten dom był biedny, tak jak i wyposażenie. Dodatkowo chyba ze trzy łózka jakby pokój służył wielu osobom za sypialnie. Pomagałam mu strzepywać paprochy z łóżka, bo nasyfione było że spanie pewnie to katorga. Weszła jego siostra z dzieckiem i zabrała mnie na taras widokowy. Z Ostrów było widać góry Tatry i jakieś wielkie konstrukcje po lewej, po prawej animacje gigantów na niskiej partii chmur. Wyświetlały się jak interaktywny film o wojach Bogów. Jak narobiła mi zdjęcie z widokiem zeszłyśmy nad taki potok.
Stałyśmy i patrzyłyśmy w las, ale był piękny, Szkoda że już, jesienny ale chciałam tu wrócić wiosną. Popatrzyłam na to jej dziecko i ale ono było brzydkie. Wyglądało jak makówka, dosłownie. Dziecko makówka, nawet kolor, czy te charakterystyczne pasy wybarwiające jak starą makówkę były na nim. Normalnie Makówka.
I wróciłyśmy do moje miejscowości rodzinnej i patrze, a ta nie ma tej małej pokraki. Pytam więc gdzie ma dziecko, a ta jakby się kapnęła że go zapomniała. I po tej jej reakcji byłam pewna, że to jakiś gówniany rekwizyt. Nie starczyło sił by utrzymać wielowątkowo iluzję. No ale wyciągnęła rowery i że po nie pojedziemy. Dołączyła moja Córka. Rowery były szalone, nowoczesny i jakimś dziwnym system przerzutek, ale podpatrzyłam jak reszta zmienia i ustawiłam sobie komfortowy przedział.
I znalazłam się w lokalu, weszłam do kółka tańczących urzędników. Jakieś baby zaczęły mnie ściskać i ze łzami w głosie wyrażać swoją sympatie. Dwie zamówiły prognozy, więc od razu wystawiłam im rachunki. Żeby płatności mieć z głowy. Na rudzie za to wybudowano jakąś świątynie czy bunkier. Ciąg wentylacyjny był szczelinowy, dwie zachodzące płyty z cegieł tworzyły naturalny, mocny obieg. Moja bratowa przeszła za kotarę za prowadzącą i machała żeby do niej dołączyć, więc weszłam tam za nią. Było tam tylko parę osób.