Niemiec Davidoff- Zapis 1097

Sen z 14.09.2026, Godz 6:25

 

Byłam na placu świątynnym w miejscowości rodzinnej. Przyjechałam samochodem, a wcześniej niby byłam nim w Rzeszowie. Staliśmy z tyłu i tak rozmawiamy i rozmawiamy i ja tak popatrzyłam na samochód. Nie miał prawego tylnego koła, a nad kole lekko wyszczerbione. Nie mam pojęcia kiedy go urwałam. Niby tam otarłam się o krawężnik jakiś czas temu, ale w takim razie jak tu przyjechałam na trzech. Zadzwoniłam po Szwagra. Przyjechał z lawetą i zabrał do naprawy. Nie mogłam wyjść z szoku, jak przyjechałam z takim uszkodzeniem do kościoła, dodatkowo że nie jechałam wolno, tylko jak zwykle.

Znalazłam się w domu rodzinnym, Moja matka chyba się krzątała. Byliśmy w jej przedśmiertnym pokoju i przyjechali jacyś ludzie i mała dziewczynka poprosiła mnie o zestaw kosmetyków. Chciałam zrobić makijaż małej lalce. Wiem że takich zestawów do malowania miałam kilka, więc podeszłam do szafy zmarłej matki i wyciągnęłam jeden z nich. Pojawiła się Ola. Powiedziała, że wraca do jogi i otwiera studio na Mickiewicza. Zapytałam ile bierze za lekcje, to zaczęła mówić od czasu. Tylko 30 minut, a koszt to 80 zł. Powiedziałam, że dla mnie to za dużo i zostaje na siłowni.

Znalazłam się w jakiejś sali kinowej, ale tak dziwnie siedziałam, że nie widziałam w ogóle seansu. Siedziałam przy scenie tak jakby na prawej, od strony wyjścia. Razem ze mną siedziało może trzy osoby. Chciałam się przesiąść, ale ci ludzie to jakieś stare dziady. Z nimi bardziej nie chciałam siedzieć niż chciałam oglądać ten film.

Wyszłam i znalazłam się na jakim szkoleniu, sami eleganccy ludzie tam byli, niewielu. I już się kończyło i chciałam wracać do domu. I idąc weszłam w takie stoisko z kawą i czekoladami. Przez kawy przeszłam ale przy czekoladkach się zatrzymałam. Ale to były kunsztowne opakowania. Tak piękny design jak u marki Davidoff. Tak jakby to byli oni.  Wśród kawy, cygar i koniaków stały jeszcze czekolady. Sprzedawca mnie zauważył i od razu się przykleił. Rozmawiałam z nim w prostych frazach moją hybrydą językową angielsko-hebrajskim. Niczego nie kupiłam, powiedziałam za to że już wracam, a ten porzuciła swoje stoisko i cały czas za mną szedł.

Jak ustawiłam się przy ulicy, by przejść na stronę do starej plebani, to Gość wypytywał gdzie jadę. Odpowiedziałam, że do Rzeszowa, więc znaleźliśmy się na parkingu pod galerią w Kolbuszowej. Był jakiś spęd, bo było dużo ludzi, Przedsiębiorcy i Inwestorzy. Ci Inwestorzy, nie wiem co to za rasa, ale mieli czarne kręcone oczy i oczy mocno wyłupiaste. Takie z powieką semicką ale mocno naciągniętą. Ten Gość od Davidoffa, zaczął mnie pytać o firmy zajmujące się recyklingiem. Wymieniłam i do słów dorzuciłam gest palcem wskazując kierunki, to on wtedy złapał mnie za dłoń i jakoś ten palec trzymał z delikatnością. Dosyć dobrze mówiłam po angielsku, moim zdaniem bardzo dobrze. Układałam zdanie bez najmniejszych problemów. Inwestorzy, strasznie chcieli przy mnie usiąść, tak jakby przyjechali robić interesy, ale to że mnie spotkali to był dla nich jakiś cud. Gość od Davidoffa jednak nie pozwalałam im sie za bardzo zbliżać. Pilnował mnie jak odkrywca.