Iwona Makro – Zapis 1095

Sen z 12.09.2026

 

Byłam na weselu ale na pewno w USA, bo kwoty były podawane w dolarach i za kolacje było 600. I na początku było to niby tylko przyjecie, bo niczego nie wiedziałam. I słysząc te kwoty myslałam że na parę osób, ale później znalazłam się na nim i to była impreza na dwie kondygnacje.

Tak się objadłam, że aż do tej pory czuje jak mi stoi pod korek, szczególnie ostatnie danie. Stoły były tak zawalane, że aż nieprawdopodobne. I zobaczyłam na przykład sztućce, bo szukałam do ostatniego kremu i łyżeczki. I w pojemniczku stały na sztorc widelczyki dwuzębowe, albo do ślimaków, albo do sałatek. Obok znalazłam łyżeczki, z pięknie rzeźbioną rękojeścią.

Ja tam byłam na usłudze, krzątałam się i starałam się dopilnować wszystko. Jak weszłam na wyższy poziom, gdzie było mnóstwo sof i małych stoliczków. A dalej na prawo stoiska jak wyspy z różnymi przekąskami, zobaczyłam że cała podłoga jest w kurzowych kotach. Postanowiłam to posprzątać, ale jeszcze podeszłam do stoiska po batona. Przy kontuarze siedział Jacek i flirtował z ekspedientką. Jacek miał wysuszoną twarz i w ogóle do Jacka niepodobny, nie mam pojęcia co to był za Jacek. Poprosiłam o małego batona i dostałam wielką czekoladę w takim prostokącie z dodatkową nadlewką. Kobieta to odłamała i dała mi jak dwie. Pomyślałam że ok, poczęstuje resztę obsługi. I zaczęłam ją pospieszać, bo chciałam wrócić do pracy i zaczęłam do niej mówić, bo coś cały czas zagadywała. 

– Ty wiesz co ja tu robię, kim jestem?

Odpowiedziała – Wiem, Iwona Makro.

W kontekście, że widziała moje wizytówki i tak na nich stoi. I to mnie zastanowiło trochę, szczególnie Imię, bo noszę je ale na żywo.

Zostawiłam ich i zeszłam na dół. Na dole było jakiś brief. Cała ekipa zebrała się w jednym rogu sali. Wydawano jakieś instrukcje, a Olbrzymia Szefowa zleciła mi skontrolowanie ile jest wody. Ale była Kobieta Olbrzymia sięgałam jej zaledwie do pępka. Akurat pozostali zaczęli się rozchodzić więc zapytałam ze dwie osoby gdzie ta woda stoi. I druga mi wskazała. Uderzył mnie jej stosunek do mnie, był taki inny. W jej tonie głosu i tego jak ułożyła ciało, zobaczyłam że jestem tam chciana, ale tak faktycznie chciana. Wszyscy pracują ze mną, bo mnie chcą. Przeszłam za taka ścianę, zobaczyłam i zawróciłam. Wody było ze dwie palety, poukładana jedna na drugą. Przebiłam się pod prąd do Szefowej i powiedziałam że trzeba zamówić trzy razy tyle. Wyliczyłam to szacunkowo na podstawie mojego doświadczenia z gastro, czyli musiałam dokładnie wiedzieć ile jest ludzi.

Przeszłam na przeciwległy koniec sali, w pobliże okna, wyjrzałam nim. Za oknem leżał półmisek z jedzeniem, a obiekt stała w samym środku bezkresnego pola uprawnego. Nie wiem co to za gatunek, ale zboże ugięło się pod półmiskiem, więc musiało mieć z pół metra. Dodatkowo bardzo geste, bo wyraźnie zaznaczył się ślad rozsypanego jedzenia.

Nigdzie nie wiedziałam państwa Młodych, ale jakieś miałam przeczucie, że wesele to było tylko dla gości. Oni już małżeństwo konsumowali w apartamentach na górze.

Nagle zgasło światło i musiał przejść przez szklane drzwi. Zapomniałam sobie stricte kodu do nich, ale w pamięci miałam mnóstwo innych kodów do poruszania się po obiekcie. Jak pomyślałam jak to obejść, to od razu zapaliło się światło, a te drzwi się rozeszły, więc przeszłam znowu do miejsca briefu.

Dosiadłam się do dziewczyn, bo szefowa dała jednej coś do degustacji. Skubnęłam też ze dwa smaczki z jej talerza. I zobaczyłam jeszcze taki krem na stole i nałożyłam sobie. Zaczęłam jeść i nie mam pojęcia co to było, bo niby słodkie, ale w ustach nagle znalazła sie smażona pieczarka. Chyba że to nie była pieczarka, tylko smakowało jak pieczarka. I tego bym się najbardziej spodziewała, bo ja takich dań jak tutaj nigdzie nie jadłam.

Prze moment byłam w miejscowości rodzinnej, w bibliotece . Znowu w tym starym składziku przy wejściu z lewej strony. Kiedyś tam znalazłam niebieskie korale, a po jakimś czasie chciałam wstawić łózko. Dzisiaj był pusty, pomyślałam że włożę tam ziemniaki i warzywa. Tak zwyczajnie będę przechowywać. Była wytynkowany i wymalowywany, ale taki już stary, nieświeży.