Rower – Zapis 1114
Sen z 17.10.2026
Byłam na jakiejś imprezie, ale nie wiem gdzie. Na chwile wyszliśmy z domu, bo gospodarze przyjęli niepełnosprawną Matkę z Córką i w stodole robili im mieszkanie. Normalnie do stodoły dostawili część mieszkalną. Nawet zapytałam czy w tym mieszkanku jest mikro łazienka, mikro kuchnia. Tak potwierdzili że wszystko jest. Przeszliśmy popatrzeć na roboty i akurat montowali już szkielet tarasu. Ale będą miały pięknie, szeroki taras z miejscem na leżaki, stoły i jeszcze zostanie.
Zobaczyłam z boku jakiś rower, ale taki mega dziwny. Postanowiłam się przejechać i wszystkie dzieciaki się zleciały żeby mi towarzyszyć. Siedzenie było strasznie długie. Miała z pół metra długości i ze trzydzieści cm. szerokości. Czarna skóra ale z takim wzorkiem, nie wiem czy przeszycie czy malowane. Kierownica niesymetryczna. Lewa strona ponad głową, prawa niżnej. Dodatkowo na środku luz że można było tam wsadzić głowę, wiem bo wsadziłam. Jak wsiadłam, to było za wysoko, ale dzieciaki całą chramą od razu mi obniżyli. Później jak dojechałam w taką leśną drogę pod jakieś gospodarstwo, to jak zawróciłam jeden od razu mnie popchnął. Tak dbały te dzieci żebym miała frajdę i się nie męczyła, aż nieprawdopodobne. Latały za tym rowerem jak pszczoły.
Wróciłam na salę. To chyba było wesele, bo stoły jak weselne. Siedzenia przesunęły się jak taśma na linii produkcyjnej i wjechałam prosto na dwóch rosłych murzynów. Roześmiali się, że to niby takie atrakcyjne, więc wzięłam butelkę wody mineralnej ze stołu i chlusnęłam im w twarz. Momentalnie się wystudzili. Patrzyli na mnie tak, że miałam wątpliwości czy mnie zaczniemy się szarpać, ale nie zdystansowali się, nie próbowali się już zbliżać. Zareagowałam tak, bo coś próbowało się do mnie dobrać od tyłu. Coś próbowało na mnie wejść, ale somatykę mam tak wyostrzoną, że momentalnie wysunęłam się do przodu i to się osunęło jakby w niebyt. Tak jakby wychodziło z innej warstwy niż fabuła snu. Jakby było w innej gęstości i na innej częstotliwości, niezależnej od świata który mnie otaczał. To coś dopierało się do ciała, ale nie do fizycznego, ani nie do Awatara, ale do innego.
Wstałam od stołu i znalazłam się na metalowych ruchomych schodach. Jechałam ostania i cała moja grupa już wchodziła w drzwi po drugiej stronie hali. Ja się jeszcze grzebała, bo torba i coś tam jechało jeszcze za mną. Na dole czekał pracownik lotniska. Najważniejsze, wiedziałam że bilet mam i jest w systemie. Nie byłam pewna co do paszportu, ale to nie problem, bo wszyscy mnie znają. Przeszłam z pracownikiem za te drzwi i puścił mnie pierwszą w taką konstrukcje. Ale to było dziwne, takie przeplatane pręty, dwie splatające się drogi z prętów. I ja odbiłam w prawo, więc mnie zatrzymał głosem, kazał przejść w lewo. Na prawo poszłabym na dół, a powinnam w górę. I jak tylko odbiłam w lewo, to prętowe przejście skręciło na 90 stopniach i zrobiły się normalne kamienne schody. Teraz po lewej w takim pomieszczeniu widziałam swoją grupę. Pewnie się odprawiali. Ja zaczęłam iść w górę, moje bilety odprawy i bagaże już były pozałatwiane elektronicznie.