Czarownica – Zapis 1113

Sen z 16.10.2026

 

Przyjechali do mnie znajomi Winiarze do domu rodzinnego, ale to był rodzinnych, tylko że chyba nie mój. Bo była taka sytuacja. Musiałam do łazienki i jak otwierałam drzwi i zapalałam światło, to woda z pod prysznica z węża lala mi się prosto w twarz. Otworzyłam te drzwi tak dwa razy, bo za drugim razem myslałam że jednak obejdę, ale nie dało się. Strumień był tak mocny, że zalałoby mnie mnie całą. No i właśnie w tych krótkich momentach ja widziałam tą łazienkę i ona była Wojtka, więc ten dom rodzinny to nie wiem czyj był.

Powiedziałam że zawiozę ich do siebie na Osią i chciałam ich zawieźć Audi, ale Audi wyglądało jak passat w kolorze metaliczno-szaro-niebieskim. I lewe przednie drzwi mu odpadły. Jak tylko ruszyłam. Całe wnętrze było w zbitym żółtym piasku, tak jakby lewym bokiem się zakopał i dodatkowo przeleżał w tym piachu kupę czasu. Przyłożyłam drzwi z powrotem i wyszłam z komórki. Powiedziałam, że pojedziemy moim małym.

Poszliśmy na Borki i teraz szłam z Jackiem. Mieliśmy takie dziwne stopy, On mniej, a ja praktycznie całe. Zarośnięte takimi wypustkami jak kosmki czy brodawczaki, ale w takim natężeniu, że stopy traciły swoje kształty. Zaczęłam to wyrywać u siebie i nawet szło, zostawiłam na później tą pielęgnację. W ogóle nie była bolesna.

I minęliśmy już warzywnik mojej matki i chciałam mu pokazać truskawki, bo już je widziałam. Stały takie jesienne i szykowały się do spoczynku. I jak podeszliśmy, to zobaczyłam takie pudło trumnę. Na wysokości mojego pasa więc stało na podwyższeniu. W środku leżała kukła i miała napis Czarownica, a obok niej pudełko. I chodziło o to pudełko. Bo to pudełko niby Ja zakopałam parę lat temu na ziemi Andrzeja. Jakieś takie pudełko pamięci, bo był tam list, parę słów dosłownie. Jakieś pożegnanie, bo niby ten Andrzej umarł. I ta kaligrafia nie była moja, ale wyglądała, tak jakby to mogła napisać ale moja babka. Czyli kaligrafia sprzed 100 lat. Najbardziej charakterystyczne J, wyciągnięty na dół do granic możliwości, bo widziałam  co najmniej dwie długie łezki tworzące prze tą literę. I podobno Andrzej to pudełko znalazł i wykopał i przyniósł na naszą ziemię. Bo jakby Jola mi kiedyś mówiła, że Oni tam strasznie chorowali, co wyzdrowieli, to chorowali. I Andrzej to znalazł. A ja myślę jak? bo tak jakby sobie przypomniała jak to zakopywałam, ale dół wydarłam na pół metra. Dodatkowo w takim miejscu, że nie mógł znaleźć.

Jacek stał i patrzył ze mną. Ta kukła była brzydka, kłaki miała czarne, coś na głowie i wyglądała jak na halloween w ogóle. Powiedziałam do niego;

-Trzeba to spalić.

I pudło i trumnę z kukła. Ale i tak miałam świadomość, że Andrzej będzie chodził po wsi i opowiadał że jestem czarownica.