Zwielokrotnienie w Matrixie – Zapis 1043

Sen z 17.05.2026 godz 5:20

 

Byłam w kamienicy na zachodniej ścianie rynku. W okolicach 34. Brałam prysznic w towarzystwie trzech kobiet. One zwyczajnie siedziały i patrzyły, a ja cały czas stałam pod strumieniem wody i myłam szczególnie włosy. Takie to było naturalne, a woda taka przyjemna. W pewnej chwili wyszłam owinięta w dwa ręczniki, bo na rynku pojawiło się trzech mężczyzn. Wyjątkowo wysportowanych. Weszli na najwyższe drzewo i zawiesili na nim czerwoną pelargonię. Mieli na sobie pomarańczowe kamizelki odblaskowe, więc było widać jak sprawnie poruszają się po jodle. Bez żadnych lin i zabezpieczeń. Chociaż panował mrok. Jak zeskoczyli na ziemie,momentalnie zrzucili odblaski i wyglądali jak nastoletni chłopcy.

Wsiadłam do samochodu z trzema kuzynami. Jechaliśmy w czwórkę. Jeden był obcy, rozgadała się, ale nie wiem co tam opowiadał. Ja próbowałam pociągnąć rozmowę o dniach Kolbuszowej. I że Dorian zaprosił Mozolia. Wtrąciłam nawet, że jeżdżę w tych ręcznikach już od wczoraj. I tak jechałam na pół leżąco. Patrzyłam jak ten ręcznik mnie okrywa jak płaszcz. Ten jeden coś gadała i gadał i znalazłam się na Osiej.

Mój Dom stał w odwrotnej orientacji. Światło było dziwne. Tak jakby było praktycznie całkowite zaćmienie, wiem bo w moim życiu był taki moment. Ale to, w tej chwili, miało więcej procent. I zobaczyłam moje pieski i biegły do mnie w tym dziwnym świetle. I zobaczyłam następne, i w sumie doliczyłam się trzech Rapciatków i aż czterech Gacków dosłownie psy były zdublowane jeden do jednego. W różnych rozmieszczeniach na powierzchni. I pomyślałam że to Matrix, ale mogło być jeszcze jedno wytłumaczenie. Być może moja masa poruszała się poza czasem, a psy widoczne w zwielokrotnieniu były statycznym zapisem położenia obiektu w ruchu. 

Spojrzałam da drzwi, bo chciałam wejść, były w budowie. Podmurówka była wysoka jakby jeszcze nie było nawiezione. I to nie była moja klamka. Otworzyłam dom, ale nie weszłam, coś chyba było w tym domu. Przeszłam więc do stawu. Staw był pełen otoczaków, tak jakbym skończyła go zasypywać kamieniami z pola. Chodziłam swobodnie po wodzie, bo do wysokości lustra miałam kamieniste podłoże.