Szmaragdowa Amfora – Zapis 1042

Sen z 11.05.2026

 

Nie wiem co to był za dom. Ogromny, przestrzenny i chodziłam cały czas góra dół, góra dół. Niby mój, ale w jaki sposób nie mogłam zrozumieć. Tak myslałam bo bo mignęli mi Syn i Synowa, a na podwórku zaraz w lesie leżały dwa samochody na boku, połączone kablem. Tak jakby ktoś oglądał podwozie nie mając kanału. I to był ten moment, ale kierunki odwrócone. Czy inaczej szukałam odniesienia do mojego domu na żywo i teraz byłam w odwrotnej orientacji. Ale to był moment i szybko się rozmył, bo znalazłam się w środku.

Przemieszczałam się przede wszystkim po piwnicach, bo wyglądały jak wyspecjalizowane winiarnie, ale nie zauważyłam sprzętu winiarskiego. Tylko jakieś dziwne ozdoby. W jednym miejscu kobieta mopem zmywała ściany i pomyślałam że też tak zrobię u siebie w domu. Zamiast jechać ścierką użyję mopa płaskiego. Pojawiło się dwóch mężczyzn, ale jeden był częstotliwy. Zmieniał mi płeć jak sygnał morsa, cholera wie, czy to w końcu był chłop czy baba. I wychodziliśmy po białych schodach do jakiegoś wyjścia na zewnątrz i jeden powiedział albo bardziej pomyślał:

– Jak mogła wyjść za taką miernotę, coś w tym sensie.

Chodziło o to, że Ona cały czas kierowała tym Partnerem, ale w taki sposób że wszyscy mu zazdrościli. Jakby była doradcą w każdej dziedzinie życia, a On największym przygrywem. I doszło mnie wrażanie że kros ogląda film. Oni poszli, a ja zeszłam bo jak wychodziliśmy to minęłam fajną rzecz.

Była to Amfora albo naczynie albo urządzenie, z porcelany, gliny albo innego podobnego materiału. W kolorze czarno szmaragdowym. To ten kolor był boski, bo mi się sukienka w takim marzy. Z połyskiem jak emaliowane. W wysokości do bioder, czyli dosyć duże. Do mafoty było zaczepione taki lej jak róg, w jakimś uchwycie. Podobny do szofaru i on mi się jakoś wysunął jak to niosłam i szybko to złapałam, by mi nie upadło. Bo mogłoby się rozbić albo ukruszyć, dlatego pomyślałam że to bardzo delikatny materiał. I wzięłam to z tej najgłębszej warstwy i zaczęłam dźwigać i nieść wyżej.

I tak idę i w ogóle jestem pod wrażeniem, bo czysto, wszędzie płytki właśnie jak w winiarniach i cały czas do góry. I doszłam do saun, albo myjni, bo wszędzie były teraz mozaiki, mieniące i w jakiś wzorach. I środkiem szła taka falowana ścianka mozaikowa, tak jakby z obu stron można było się myć. W kolorach morza i tam była taka instalacja. Bo jak chyba puściłam bąka, nie czułam ale usłyszałam echo i ono było wyjątkowo donośne i takie wielokrotnie odbijające. Czyli akustyka niesamowita, jakbym pruknęła do mikrofonu. I w chwili jak jak skończył się dźwięk, to poczułam mocny powiew wiatru, na pośladkach i na plecach. Tak jakby od razu to przewiało, ale to było dziwne. Jakbym stała na wzgórzu, a zza pleców wiał mocny wiatr. Ale szłam cały czas konsekwentnie do góry.

ps. rano jak zadzwonił budzik nie mogłam się podnieść, ze zmęczenia, tak jakbym rzeczywiście dźwigała tą amforę.