Dom Segmentowy – Zapis 1041
Sen z 10.05.2026
Byłam znowu na wycieczce ale nie wiem gdzie, takie to było pokręcone jak ci ludzie co mi towarzyszyli. Niby znajomi, ale kto to wie kto to był. Lokalizacja, nie mam zielonego pojęcia. I zatrzymaliśmy się i w sumie to nie wiem, ale odłączyłam się od nich na chwile. Ktoś z grupy też gdzieś poszedł, coś zwiedzać. Miałam więc czas dla siebie do odjazdu. Była plaza w pobliżu więc poszłam zbierać ciekawe kamienie. Poszło razem ze mną jakieś dziecko.
Weszłam w taki korytarz i ten budynek był segmentowy czyli ciąg pomieszczeń w poziomie przerwa jak techniczna i następny ciąg. Dosłownie jakbym szła przez wielką pierścienicę. Przerwy techniczne zawsze były żywe, prowadziły na łona natury. I ja przeszłam o jedną za daleko i jakieś kobiety powiedziały że ta nie prowadzi do oceanu tylko do jeziora, więc cofnęłam się o jeden pierścień. Ale zdążyłam coś tam znaleźć, takie dwa kamyki. Wyglądały jak kwarcowe. Tak jakby szkielet koralowca skrystalizował, bo wyglądał jak ten mój kawałek który przywiozłam z plaży. Ale był z kryształu, więc od razu zrozumiałam że to czas. Forma krystaliczna powstaje w innym czasie i ciśnieniu. Schowałam te dwa kawałeczki do kieszeni. Obok jakaś para szukała jak geolodzy, przyglądnęli się zaciekawieni tym odłamkom, ale ja weszłam do przerwy na ocen, więc nic nie zdarzyli powiedzieć.
Tylko że nie dotarłam do tego oceanu, ani do żadnych skarp z kamieniami, tylko jakieś zarośli i krzaków. Cofnęłam się i jakieś baby stały stały na korytarzu, weszłam więc w pokoje mieszkalne.
I to było jak mchoitel, część mieszkalna miała, akurat ta po prawej miała prostopadły korytarz do ciągu głównego. Z którego wychodziły następne drzwi do pokoju. I te równoległe do ciągu głównego. I nie wiem gdzie to w końcu weszłam, w które te drzwi. Ale to chyba było w remoncie, albo jakieś popieprzone.
Przechodziłam i przechodziłam i doszłam do Strażnika Progu. Dosłownie taki stary chłop siedział na progu. Przeszliśmy z psem, bo dziecko raz był psem raz sobą, też ta stabilność była umowna. Weszliśmy do takiego pomieszczenia gdzie było takie coś na podłodze jak cienka warstwa. Pod spodem chyba woda, ale zobaczyłam zarys takiej listewki pod tą warstwa i szłam po niej. Mijając okna zobaczyłam na zewnątrz kiście winorośli i znowu pomyślałam czas, bo chwile wcześniej chyba widziałam dopiero startujące pąki, ale nie wiem gdzie. I to pod nogami zaczęło pękać, chociaż już doszłam do końca i chciałam odbić w lewo po kacie 90 stopni, ale zawróciłam. Nie chciałam się zmoczyć, zresztą ten pies. Jakby wpadł ratując go mogłabym się utopić. Zawróciłam więc i wracam po listewce dziecko pies tez. I tak patrze, a tu tych listewek narzucanych więcej. Ale jedne za cienkie, inne za krótkie i teraz wiem że wielu próbowało. I nie wiem tylko jednego, ilu potopionych.
Weszłam w następne drzwi i tu już było pusto jak do malowania, nawet jakiś techniczny tam się krzątał zawróciłam więc znowu i doszłam do chłopa na progu.
I tak Patrzę, a ten nie ma dłoni, chyba tylko kikuty. I on to zauważył i przesunął te ręce tak ze pokazał dłonie, ale to jakieś było nie tak. Tu chłop jak parobek w takich szarych łachach jak wieśniak, czapka kaszkiet czy jaka, zgarbione plecy, taka marynarka i ta twarz. A te donie co pokazał nie były spracowane i teraz co było złudne dłonie, czy reszta ciała, co było projekcją, a co faktycznym stanem ? . Nie skomentowałam, zresztą musiałam już iść, pożegnałam się i wyszłam.