Latkes – Zapis 1040
Sen z 05.05.2026
Byłam w bibliotece w miejscowości rodzinnej. Siedziałam przy stole na dolnej kondygnacji w takim przedsionku z trzema mężczyznami przy stole. Rozmawialiśmy i i do jednego zwróciłam się Łukasz, bo wyglądał jak znajomy. Ale On zaprzeczył i automatycznie te jego rysy twarzy się zmieniły. Tak jakby wcześniej mi się wydawało że widzę Łukasz. A On nie potwierdzając mojego domysłu automatycznie pokazał swoją formę. Nadal jednak miał ciemną karnacje i czarne włosy.
Jakaś kobieta się się krzątał i pakowała półmiski i podała nam jeden na stół żeby zjeść i to były placki ziemniaczane. Tylko że smażone z jednej strony, bo spód miały chrupiący, wierzch jak ścięte ciasto ziemniaczane, a w środku delikatnie jaśniejsze jak surowe. Ale miałam na nie ochotę, tylko że nie chciałam jeść surowych. Podeszłam do kobiety i powiedziałam, że trzeba odwrócić i dopiec też z drugiej strony.
Znalazłam się w New Jersey albo gdzieś bliżej Meksyku. Ale na pewno to było USA, bo budownictwo jak z cienkiej płyty. Nie z ciężkiej cegły i bloków. I takie to było nieporządne. I przeprowadziłam się do jakiegoś mieszkania z kobietą i dzieckiem. Część była mieszkalna, a część zniszczona jak po wichurze albo tornado. Na takiej półce w tej otwartej części stała gablota z kosmetykami. Podniosłam z niej puder, sypki i jeszcze dobry. W ogóle nie zbrylony. Kobieta powiedziała że mogę brać, ale odwróciłam na datę i była 2018. Zresztą od wycięcia raka skóry na nosie praktycznie się maluje więc nie brałam.
I pojawił się Partner i szwagier i jechaliśmy chyba pikapem z kościoła. I szwagier mówi; Patrz jakie bogactwo i altana i sala na różne imprezy i zgrupowania. I jedna była jak stodoła, bo deski miały odległości kilku cm, tworzyły wyraźne szczeliny. A na ścianach była taka dziwna dekoracja jak z kwiatów i gałęzi jak na ścianach kwiaciarni. Przez szczeliny świtało światło.