Matka Roju – Zapis 1065

Sen z 11.07.2026

 

Byłam na szkoleniu winiarskim na terenie którego nie kojarzę. Leśno-ugorowy, ale na pewno dzień drogi od mojego domu. Grupa jakoś podzieliła się na dwie części, bo do drugiej musiała przejść przez pola . Siedzieli tam jak przy biurkach pośród niskiego zadrzewienia. Był żydowski Prawnik. Zapytałam go o prognozę którą mu robiłam rok temu. Chciałam mieć twardą weryfikacje. Pdpowiedziałam że kobieta miała w miedzy czasie innego partnera. Zapytała również o uzależnienia, czy były ale jednoznacznie nie potwierdził, tak jakby nie chciał mi dostarczyć twardych dowodów weryfikacyjnych. Zaczęłam go przesłuchiwać. Zapytałam czy czy Gnoza o mnie wie, powiedział że tak, powiedział że inni też wiedza. I dał mi jakąś książkę i stanąłem jakby przy półce i zaczęłam się pakować bo już chciałam jechać. Gdzies tam, coś zobaczyć, bo pojawiła się Jola.

I jechałam ale z nim i Jolą. Zaparkowaliśmy w jakiejś drodze polnej i przeszliśmy na taką karczmę hotel przy trasie. Potem pojechaliśmy dalej. I chyba byłam na wzniesieniu? i przechodziłam przez takie piwniczne murowane hale produkcyjne?. Mijałam mężczyzn w takich strojach roboczych, ale nie współczesnych. Jasne i nie z obecnego materiału. I jakieś to było ni hutnicze, ni metalurgia, ale gorąco nie było. I jeden mi pokazał kierunek i wyszłam w tej karczmie ale już bez Joli.

Nawet nie wiem kiedy ją zgubiłam, zresztą Prawnika też nie było. Zaczęłam dzwonić do niej, Jola nie odebrała. To do prawnika, On też nie odbierał. Przyszła właścicielka karczmy i pytam, Bo jakoś mi się wdaje, że Jola miała zostać w tym hotelu, a ja byłam za huta sama. Kobieta nic potrafi mi powiedzieć. Ale w tym samym momencie podchodzi jej córka. I Ona wskazuje na mnie i do małej mówi.

-To Matka.

I ja wiem o czym ona mówi, ale to nie jest sielanka, bo zrzuciło mi do umysłu film który oglądałam na żywo. Chyba z Nicolasem Cage, taki o społeczności kobiet które tworzyły rój. Sprowadzały na wyspę mężczyzn żeby ich złożyć w ofierze i drugie że wdowa. Normalnie mętlik, ale nie wchodziłam w dyskusje, bo martwiłam się o Jole. Nikt jej nie widział, nikt nie wiedział gdzie jest. Jedynie kojący był sygnał w telefonie przy moim uchu, jej wciąż działał i liczyłam że w końcu odbierze.