Woda z Węża do Torebki – Zapis 1080
Sen z 9.08.2026
Byłam w jakimś domu, była tam dziewczyna która była przysposobiona. Ona później się wyprowadziła, ale przyszła inna. Widziałam ją jak siedziała na łóżku z synem i mówiła że w tym domu tylko to dotyka. W sensie, że tylko pościel jest czysta, reszta domu nieczysta. Chyba miałam tam posprzątać, ale ona się wyprowadziła i zaprowadziła mnie do swojego nowego mieszkania.
Mieszkanie było z dwóch pokoi w niebieskich lśniących ścianach jak olejną. Pierwszy mniejszy, ale drugi ogromny, bez okiem ale z kilkoma zamurowanymi drzwiami. Na każdej ścianie był zarys kilku drzwi z innej cegły. Tak jakby te drzwi były murowane w różnych okresach czasu. I jak zaczęłam się wpatrywać intensywnie jak w stereogramy, to pokazywały się następne i następne. Najlepsze, Ona niektóre otwierała, ale z poziomu podłogi nic nie było widać, bo w zasadzie wszystkie drzwi były tak ze dwa metry po wyżej i wyżej.
Przeszłyśmy do jakiejś trzeciej sali, chyba ćwiczyć, bo zaraz odnosiłyśmy sprzęt. I ja miałam takie niebieskie ciężarki i jeden jakoś mi się rozsypał na elementy. W rękach najwięcej miałam obręczy, podkładek i zapinek i drutów jak do mechanizmów zegarowych. Przede mną była gablota gdzie odkładano lub brano części. Nie mogłam dopasować za bardzo, bo byłam pierwszy raz i odłożyłam na oko. Nawet nie skończyłam i już przyszła właścicielka. Zwróciła mi uwagę, że odłożyłam do złota, czyli do skrajnie po prawej przegródki, a powinnam bardziej na środku. Skinęłam głową ze zrozumiałam, ale trochę się zdziwiłam że ćwiczymy na sprzęcie który ma złote elementy. Kończyłam odkładać, nawet jakieś żelki, i wszystkie przegródki były ponumerowane, te żelki poszły do 36. Pomogła mi jakaś kobieta która odkładała z boku.
I jak skończyłam poszłam po płaszcz i torebkę, do czwartego pokoju, bez okiem. Nic tam nie było prócz takiej małej blondynki, zwiewnej jak nimfa. Pojawił się jakiś Gość, chyba mnie zagadał, bo nagle zobaczyłam, że ta Laska włożyła mi węża do torebki i leje jak do konewki. Wyrwałam jej torbę i od razu wyciągnęłam telefon. Nie zdążyła go zalać, w sumie tak jak i torebki. Telefon uratowany. Złapałam te moje rzeczy i do Gościa z pytaniem, olałam blondynkę, bo z pionkami nie chciałam nawet gadać:
– Czy to jest normalne?!! czy to jest normalne!!!.
Mówiłam coraz głośniej i z coraz większą siłą. Gość próbowała coś tłumaczyć, ale to tylko zwiększyło moc mojego głosu – Czy to jest normalne?
I wreszcie skapitulował, powiedział że nie. I dodał że Blondynka i Mareke z kuchni nie są normalni. Zabrałam torbę, płaszcz i wyszłam.
Weszłam do takiej jasnej sali, chyba z oknami, bo jasnej. W ścianie była skrytka do której do takiego metalowego pudełka włożyłam trzy rzeczy. Wyciągnęłam pierwszą rzecz, ale nie pamiętam co to jest. Druga była zapakowana jak próbka w takie pudełeczko z pokrywką. I teraz już pojawili się, dwoje dzieci, kobieta i mąż. I jak wyciągnęłam tą próbkę, to wieczko rozbłysło, ale takim blaskiem jak błyskawica. Pulsowało chwilę. Kobieta była taka zachwycona. Mówię do niej;
Wyciągaj telefon. – ale zanim wymieniała już przestało świecić. Otworzyłam je.
W środku zaszła reakcja chemiczna. Było to coś jak łuska po pocisku kaliber, może 9 mm, nawet nie wiem skąd to wiem. Do tego przylgnęło zastygłe coś, jak ziemia, taka skarpa, jakby przy styku wytworzyła się odpowiednia temperatura do krystalizacji. I chciałam wyciągnąć trzecie, ale tego nie było. Okazało się, że Hubert to wyniósł. Nagle! w rękach zobaczyłam taką starą puderniczkę. Miała lusterko na spodniej części, a w środku nawet jakieś resztki pudru. Mogło to mieć i ze 150 lat. Powiedziałam coś takim tęsknym głosem i mężczyzna odpowiedział, nie mówił nic żeby nie brać,.. Bardzo to chciałam zabrać. Było bardzo zniszczone, ale chciałam.
Przeszliśmy znowu jak do drugiego pokoju i pojawiły się w nim drzwi i wyjście wprost na ulice, jak z rynkowego sklepu. Pokój był przetrawiany. Dwie Laki na drabinach zdrapały całą niebieską emalie do gołej brunatno-czerwonej ściany. Nie było już widać żadnych zarysów drzwi.