Metryka 501106 – Zapis 1064

Sen z 09.07.2026, godz:4:30

 

Jechałam samochodem jako pasażer z Córką. Najpierw chyba z szefem ale później zmieniło to się na kobietę której nie znam. Zaproponowała mojej Córce posadę tłumacza języka niemieckiego. Miała tylko tłumaczyć, nic więcej. Ucieszyłam się, bo robota lekka. Jak wstępnie uzgodniłyśmy warunki, zaparkowała na rynku kolbuszowskim, a my poszłyśmy w stronę stacji do domu. Umówiłyśmy się na jutro na 9:00, miałam tylko Młodą podstawić. Jakaś ta kobieta taka była dziwna, ale ok. Wysoka blondynka z włosami w kucyk, jasnymi. I ta końska twarz. I takie coś miała w sobie, zwierzęcego, pierwotnego, takie coś, jakby ta powłoka była tylko przebraniem, a pod spodem było coś, co chodziła zgarbione na dwóch łapach jak tyranozaur. Niby ładna i prosta, ale taka pokraka, no dziwne, dziwne.

Znalazłam się w domu rodzinnym. Miałam jeszcze po coś jechać na Podlas ale spadł gesty śnieg. Padał jak oszalały. Moja Matka zaczęła się drzeć, że nigdzie motorem nie pojadę, bo jeszcze sobie krzywdę zrobię. No to powiedziałam, że pojadę samochodem, na czterech kołach stabilniej. Wreszcie Ojciec wstał i powiedział że On też jedzie, bo podrzucę go na Rude, czy gdzie. I wtedy pomyślałam – super, jak wjedziemy do rowu to On zadzwoni po jakiegoś kolegę.

I nie wiem, znalazłam się na jakimś drewnianym tarasie i piłam napój z jakieś butli, jak wielki tymbark. Byłam tak na wpół leżąco oparta swobodnie na przedramieniu. I byli ze mną jacyś ludzie, ale nie mam pojęcia. I ja tak pije, a Oni się patrzą na mnie, dwie osoby. Jedna na wprost, a druga z boku. I coś z butelki mi wyszło do ust. Wyciągnęłam to i to wyglądało jak rozmokła chusteczka higieniczna czy co. I przyłożyłam znowu butelkę do ust i pije i teraz zaciągnęłam taką wielką kluchę jak flak. Boże!!! jakie to było obrzydliwe. Jakiś taki kurwa długi farfocel, z plamami jak z pleśnią. Zwisał z butelki, bo zatrzymał się w szyjce. Jak ohydna matka octowa, albo inny kożuch pleśniowy. I zaczęło mnie pociągać. Oni patrzą jak sroki w kość. Patrzyli jak ja pije te chlapy i nic te „downy” nie powiedziały. Ja raz! drugi! trzeci, dosłownie zaraz się zrzygam, bo aż mnie szarpie wszystkimi mięśniami głębokimi.

I widzę przed sobą stronice jak metrykę. Numer seryjny chyba 5051106. Raz był widoczny, a raz zmieniał się w kwadratowo prostokątny ornament, logo wydawnictwa. Bodajże z figurą rombu centralnie. Po spodem tytuł i na na samym dole nazwa wydawnictwa. Polskiego na stówę, bo było tam nazwisko ale nie Prószyński tylko na literę G. I tak patrzę i numer mi się zmienił chyba na 501106. I znowu mnie pociągnęło na rzygi po tym flaku. I wszystko przeczyłam i tak myślę, że to chyba nie jest sen. Sen to może był przed zmianą numeru, ale teraz nie. I znowu mnie pociągnęło i zobaczyłam budzik przed oczami na szafce nocnej. Była 4:30

Książka nie była stara, góra z lat 70′ bo papier nie zdążył jeszcze zżółknąć. Nie miała też zapachu że była przechowywana w innych warunkach niż półka czy szafka. Normalna stara książką. Jak z biblioteki.