Pódziesz stąd – Zapis 1030
Sen z 07.04.2026
Chyba miałam szybki transfer, bo dosłownie wlały mi się do głowy szybkie migawki obrazów. Miliony lat i tylko obrazy. I znalazłam się Borkach. Leżałam patrząc na zabudowania rodzinne.
Byłam na takim małym poletku, po lewej miałam las i w nim ziarno jak w wielkim silosie. Całe hałdy świeżego ziarna. Do lasu była przystawiona wersalka jak burta. Ja leżałam na tej kanapie z podniesioną częścią do góry, tak by blokowało ziarno. I leżałam w samej bieliźnie, na plecach, częściowo zanurzona. Nie wiem co to było za ziarno, ale wyglądało jak pszenica albo żyto. Masowało mnie przy najmniejszym ruchu. Kto zanurzał głęboko dłonie w wymłócone ziarno to wie jakie to uczucie. Leżałam i patrzyła, jak mój brat wyszedł z gospodarstwa o kulach. Pokuśtykał do granicy i coś tam „przywoływał”. Takie odniosłam wrażenie, jakby układał się z siłami, ale tylko w swojej głowie.
I nagle zobaczyłam jak Aneta wychodzi z lewej. Idzie drogą i skręca w naszą. Prowadzi za rękę pięcioletnią córkę. Nawet nie prostowałam kolan, bo i tak nie było mnie widać, ale zamarłam żeby nie zdradził mnie ruch. I ona podeszła do tej burty, nie wiem czy chciała też się położyć w ziarnie, czy co. Warknęłam więc do niej;
– Pójdziesz stąd!! Jak do natrętnego psa. Czmychnęły jak południce.
Brata już nie widziałam.