Sandały Mafi – Zapis 1016
Sen z 07.03.2026
Nie wiem gdzie byłam. Towarzyszyły mi chyba ze trzy kobiety, ale też ich nie znam. Musiały być znajome bo chodziłyśmy wszędzie razem, ale nie kojarzę tych rozmazanych twarzy.
Weszłyśmy do takiego kompleksu jak ogromna jaskinia hazardowa, bo układy i zachowujący się ludzie trochę nawiązywali mi do klimatu kasyn Atlantic City, jak byłam tam w listopadzie na żywo. Identyczne stłumione światło i ciężka atmosfera. Mieszanka strachu, żalu, zrezygnowania i utknięcie, bez widoków na przyszłość czy nawet wyjścia z marazmu. Miejsce jak nie dla ludzi, miejsce które powoli i bezboleśnie uśmierca. Bez męczarni ale metodycznie.
Te kobiety musiały być ważne i co najlepsze znały moje prawdziwe imię które noszę jak nie śpię. Jak przechodziłam obok jednej, to zachwycała się moimi szpilkami. Powiedziała właśnie wtedy Iwonka. Dlatego założyłam że się znamy, chociaż ich nie znałam. Zostałyśmy zaproszone do prezesa tego przybytku. Przeszłyśmy przez taką okrągłą jaskinie pełną ludzi. Później wielką grotą, samym środkiem jak między stały z krupierami. I skręciłyśmy na prawo. Teraz było jak w auli trochę. Do góry prowadziły schody jak kinowe, ale z metalu, błyszczącego jak srebro, czyli cynk albo chrom. I wyglądały jak drabina. Kobiety szły pierwsze dwie, później ja I ostatnia zamykała. Tylko że ja miałam te szpilki jak sandały i musiałam bardzo uważnie stawiać kroki. I takie to było dziwne wejście, że przed samym wejście do tego pokoju dla wybrańców stwierdziłam że nie wejdę. Odwróciłam się i powiedziałam to kobiecie.
-Ona – dlaczego ?.
-Ja, że mam lęk wysokości.
I w sumie nie wiem czy miałam, czy nie miałam, ale stwierdziłam że niczego nie będę udowadniać na siłę. Zresztą teraz jak patrzyłam to schody zmieniły konstrukcje. Teraz nie były już proste jak drabina, tylko pojawiła się taka pozioma blacha jak półpiętro i trzeba było na nią wejść i z niej znowu na drabinę. W tej blasze były właz, ale pewnie tak ukryty że trzeba było wiedzieć że on jest, bo to wyglądało tak jakbyśmy doszli już do końca i tyle wszystko się kończy. A tu nie, dalej było jeszcze kilka szczebli i ten pokój Króla Królów. Takie to było cienkie i bez barierek jak atrapa dla idiotów. To znaczy jak się stało centralnie pod tym zadaszeniem to wyglądało ok. Koniec to koniec. Ale z miejsca gdzie ja stałam, to żenująca prowizorka.
Zaczęłam schodzić. Teraz na końcu drabiny stały stoliki, przy nich siedziała cała świta prezesa. Wyglądali jak Meksykanie, ciemna karnacja kruczoczarne włosy, krępi, ale prawdopodobnie silni i bezwzględni. Nie zwrócili nawet na mnie uwagi. Zaczęłam kierować się do wyjścia i kobiety niby szły cały czas za mną. Ale jak wyszłam na powierzchnie i przeszłam kamienna bramę, to zorientowałam się że nie mam butów.
Odwróciłam się i tak patrze. Ja stoję poniżej, po prawej jest Wielki Strażnik, a powyżej tak jakby na moście stoi tłum że nogi nie wciśnie. Zapytałam Strażnika czy mogę wrócić po buty, bo to moje ulubione złote sandały i chociaż we śnie miały szpilki, to na żywo są płaskie i w żadnych butach moje nogi nie wyglądają tak pięknie. Zgodziła się, poprowadził mnie dołem na prawo i wskazał w tym moście kamienne drzwi i powiedział że tędy można wrócić.
Weszłam tam razem z Córką. Po wyjściu na górę Córka powiedział że chce jej się sikać, więc weszłyśmy do jakiegoś gościa, żeby poprosić o skorzystanie z toalety. Córka była taka maleńka jak czterolatka. Ta toaleta też była jakaś prowizoryczna, bo obok stało wiadro. I jak Córka sikała to zorientowałam się, że nie podniosła klapy tylko sika po zamkniętej muszli. Pomogłam jej więc i skończyła już do środka. Sięgnęłam po ręcznik papierowy i zaczęłam wycierać to co było dookoła i Córka też zaczęła mi pomagać. I pozwoliłam jej skończyć i patrze, a ona przesunęła tą muszlę normalnie jak naczynie na bok i wyciera tak by był idealny porządek. A ja tak myślę co to jest….. jak to nie ma kanalizacji? Wyszłyśmy.
I tak coś gadam, gadam i patrze, a Ja jadę z Synem w takim małym autku. Syn prowadzi i wiem że po te buty i tak gadam i znowu znaleźliśmy się za bramą. I powiedziałam;
-Kurwa buty !!
Syn na mnie patrzy, ja na niego i nie wiem co robić. Wracamy po te sandały, czy nie?. I wreszcie do niego mówię. No to chyba że nie, bo to tylko 60 zł. Szkoda mi było, bo to moje ulubione, ale pomyślałam że czas najwyższy na zmianę i kto wie, może kupie jeszcze ładniejsze.