Zepsuty Człowiek – Zapis 1105

Sen z 29.09.2026

 

Byłam w Rzeszowie, miałam iść z Córką do Millenium, ale jakiego focha pokazała. Rozdzieliłyśmy się więc. Ona chyba wróciła na mieszkanie, a miałam iść  na stację, ale skręciłam do Milenium. Tylko że jakoś miałam wejść od tyłu. I znalazłam się jak na ogródkach działkowych. I szłam już z kobietą.

I ta moja towarzyszka, to był ktoś kogo bardzo dobrze znam, ale co próbuje wyartykułować Imię to powłoka jej faluje jak światło na tafli wody. Dziwne zjawisko, na pewno znam, ale nie mogę nazwać, bo forma jest zbyt pulsacyjna czy odbita.

Weszłyśmy już na zieloną ścieżkę i dosłownie przechodziłyśmy przez rośliny jak petunie. Starsza Pani się wkurzyła, ale coś z uśmiechem powiedziałam i się rozluźniła. Jak przechodziłam, to starałam się nie zrobić żadnej krzywdy kwiatom. Odwróciłam się, nie połamałam, ale je poodginałam. Potrzebowały kilku godzin żeby wrócić do pierwotnego wektora.

Wyszłyśmy na zieloną drogę. Żadnych budynków, dróg i miasta i myślę gdzie to Milenium. Z naprzeciwka zaczęła iść grupa ludzi, A przy drodze ustawili się Cyganie albo Hindusi. Sprzedawali złoto, ale jakieś dziwne, plastyczne, tak miękkie że w palcach przy mocnym nacisku można było go wyginać. Nawet miałam coś w palcach i cały czas przeginałam odnogę jak gwiazdy.

I miałam wracać do Dariusza i nawet miałam przygotowany fartuch. I jak doszłyśmy do tego Millenium to okazało się domem, a w środku jakiś sylwester. Właśnie dla mnie, pulsującej Towarzyszki i Dariusza. Nie było jego żony, cały czas się rozglądam, ale nigdzie jej nie było i to było dziwne. I jakaś ta impreza jak nie impreza i położyliśmy się na łóżku, bo chyba trzeba było się przespać. Świetlista z Dariuszem coś szeptali. Ja leżałam bliżej towarzyszki i już prawie zasypiałam i poczułam na talerzu biodrowym i talii ruch opuszka palców. Taki delikatny, jak ktoś nie może się powstrzymać żeby kogoś dotknąć, ale robi to ze wszystkich sił tak, żeby ten ktoś tego nie poczuł. Ale czułam, aż z takim zwielokrotnieniem, jakby powłoka mojego ciała była najczulszą membraną w kosmosie. Sprzężenie było tak mocne, że drgania rozchodziły się kręgami od źródła impulsu na cały korpus. I doleciał mnie smród, smród ludzkiego ciała, wiem, bo czuje to na żywo, ale nie że brudnego, tylko zepsutego od środka. Tak jakby Dariusz był zepsuty wewnętrznie. Jakby zawiodły wszystkie systemy oczyszczające, nerki, jelita, wątroba. Tak jakby z krwią i limfą odpady cały czas krążyły po ciele i finalnie wychodziły z potem. Tak jakby kisił latami w sobie złość, urazy, popędy i one zgniły i zatruwały go od środka jak mocznik czy ciała ketonowe. No zwyczajnie smród.

Wstałam więc i zaczęłam się ubierać. Na kupie leżały nasze spodnie dżinsowe i bluzy czy koszulki tak jakbyśmy się rozebrali do bielizny. Towarzyszka momentalnie się spakował, a ja nie mogłam czegoś znaleźć, ale machnęłam ręką. Przyjechała Marta po nas. Wsiadłam z nią i z jakąś dziewczyną na tylne siedzenie. I jeszcze rozpakowałam wielki wór. Wyniosłam z domu Dariusza buty sportowe, używane, ale jedne stwierdziłam że wypiorę i będą na siłownie.