Sakramenty – Zapis 1099

Sen z 17.09.2026

 

Byłam chyba w USA, ale tak jakby w kościele w miejscowości rodzinnej. Jakieś spotkanie kobiet było. Same ekspertki weselne. I po jakimś czasie sie zorientowałam. One były Ekspertkami, bo podróżowały, po całym świecie. Wszystkie pomysły były skopiowane z wesel na których były i to im pozwalało u nas zarabiać bajońskie sumy. Młodzi mieli uczucie wyjątkowości za budżet 300 tysięcy złotych, a tak naprawdę tylko powtórkę z rozrywki.

Znalazłam się w Kolbuszowej. Przechodziłam mostem przez Nil, ale jak na łuku. Ten most był tak zakręcony jakby to był murowany gzyms. Szłam za grupa Ludzi. Z naprzeciwka szedł znajomy i jak nas mijał to coś mówił do innego znajomego, który szedł przede mną. Ale go nie zauważył. Krzyknęłam do niego żeby się odwrócił, bo znajomy go zaczepia. Śmialiśmy się z tej sytuacji wszyscy. Wchodząc na rynek szłam w w masie ludzi i zamiast iść na pasy przeszłam ulice na wprost. Masa kierowała się w stronę studni z wschodnio-północnej części miasta. Akurat weszłam w ciąg zakonnic i w takim strumieniu doszłam na środek rynku.

Przy studni miałam samochód. Wsiadłam do niego z zakonnicą i jakaś kobieta. Miałam je podwieźć do bloków na Krakowską. Ja siadłam z tyłu, a zakonnica prowadziła. Zakonnica zaczęła gadać że ma depresję, więc zapytałam czy nie chce spróbować zwrócić się do Boga. Popatrzyła na mnie więc zaczęłam ciągnąć:

– Po to dostaliście postanowienie poprawy, by być twardym w postanowieniach jak krzyż. Musisz postanowić, że idziesz do lekarza i iść. Trzymać się postanowienia jak krzyża. A potem przyjmować zalecenia i leki, metodycznie i systematycznie jak wieczorny pacierz, codziennie. 

I przyjęła to z uśmiechem, jakby nadzieja się w nią wlała i wyszła pierwsza z auta. Z bloku wyszedł zaś mąż kobiety. Coś tam żartowali do mnie. Mężczyzna chyba chciała żeby też go podwieźć. I tak śmieje i nie mogę zamknąć tylnych drzwi. Najpierw podszedł pas bezpieczeństwa, a potem była blokada włączona. Jak wszystko poprawiłam, to siadam z przodu i tu dosłownie Armagedon.

Zakonnica wyciągnęła kierownice i zamontowała ją na szybie. Zresztą ona była wielka i cienka jak u starego traktora, nie do płynnego prowadzenia. Lusterko przełożyła na pole jak między oczy. Dodatkowo założyła tam wycieraczki i jeszcze jakieś gówna. Tak napierdoliła tam jakiś plastików, że cud że nas nie zabiła. Kierownice zamontowałam powrotem na drążku. A te pierdoły poprzesuwałam tak, żeby dało się jechać. Nie mogłam uwierzyć jak mogła tak spieprzyć auto na tak krótkim odcinku.