Azazel – Zapis 1121
Sen z 27.10.2026
Byłam w Kolbuszowej na Jana Pawła i w to nie było współczesne otoczenie. Byłam przy jakiś dwóch konstrukcjach które stały w linii jezdni. Nie wiem co tam robiłam, ale coś wyciągałam, czy przekładałam z tych kopców czy czego. Sama już już nie wiem. I coś wzięłam, czy znalazło się w moich dłoniach. Krążek dosyć duży. Ze środka patrzyła postać wzrokiem i głową skierowaną do góry. Wnętrze krążka było przestrzenne jak hologram, ograniczone z góry tylko dwoma równoległymi beleczkami. Mężczyzna miała mroczną karnacje, nie jak człowiek, tylko jakby cieniową, długie, proste czarne włosy. Co najmniej do sutków. Była nagi w widocznej części i świetliste oczy. Miały blask, świeciły w ciemności, ale nie kryształowy z odcieniem błękitnego, ale chlorowy, bardziej zielonkawo-żółty jak radioaktywne. Delikatnie w zasadzie. I wtedy przyszło do mnie, że to Azazel i że patrzy z Otchłani. I zdarzyłam pomyśleć – Zza dwóch prętów??
I zaczęłam wychodzić ze snu. Świadoma, że leże już na łóżku. Na Pograniczu, usłyszałam za plecami dwa ni to pomruki, warknięcia czy chrząknięcia. Takie sapiące dźwięki które może wydać bardziej człowiek niż pies, ale nie mam pojęcia w jakich okolicznościach. Bardziej jakiś folklorowy troll.
Pomyślałam; Syropu się kurwa napij. Prawdopodobnie to było jakieś straszydło. I co to ono robi w mojej sypialni na Pograniczu??
Jednak najważniejsze były odczucia ciała, bo miałam wrażenie, że leżę w geometryczno-liczbowej bańce. Już wiedziałam w jakiej pozycji leżę. Pomruki już totalnie wyostrzyły moją świadomość, ale wciąż odczuwałam żywą drgającą bańkę wokół siebie. O zabarwieniu fioletowo-błękitnej jak ług albo prąd. O zmiennej strukturze. Cały czas w ruchu, tak jakby liczby i geometria cały czas modyfikowała kod dostępu do jądra czyli do mnie. Tak jakby zabezpieczenie było fizyczno-matematyczne, a najczęstszą strukturą były wielokąty. Nie łuki i okręgi, ale bazowe kwadraty, prostokąty i trójkąty.