Hazard – Zapis 1081
Sen z 14.08.2026 godz:6:10
Pojechałam do znajomych, zaglądnąć co słychać. Robili dni otwarte akurat i zwiedzających było od groma. Powiedziałam Joanie, że ja jestem tylko na chwile i odciągnęłam ją na bok żeby pogadać. Jak znalazłyśmy się na uboczu z Aśki dosłownie sie wylało. Zaczęła płakać, że nie ma już sił, że nie da rady, nie widzi sensu i jest nieszczęśliwa. Chciałam ją pocieszać w stylu, że miłość jest cierpliwa i że wybacza, ale też przestawałam widzieć sens w tych moich mediacyjnych działaniach. Szczególnie, że ten smutek był taki autentyczny. Podeszły do na dwie kobiety i już mam towarzyszyły. Po chwili poszły gdzieś z Joanną i ona już nie wróciła, a ja zaczęłam się przebierać, bo coś chyba od niej wcześniej dostałam. Albo nie nie wiem. Przebierałam się, bo moja koszulka była cała w ostach, tych obmierzłych rzepach. A włosy miałam rozpuszczone i rozczesanie i nie chciałam żeby coś się chwyciło
Stwierdziłam że wracam, te baby stały cały czas przy mnie. Jedna duża, druga mała, jak Flip i Flap. Stoimy i tak gadamy, bo okazało się, że nie przyjechałam autem, tylko nie wiem jak właściwie. Przez moment pomyślałam, że poproszę Wojtka, ale zrezygnowałam. No to że wracam autobusem. I wyciągnęłam telefon, ustawiłam Google i mówię.
-Autobus do Rzeszowa. Nic cisza . Powtarzam autobus do Tarnobrzega, bo z obu lokalizacji mogę wrócić do domu szynobusem. A Google odpowiada, że ze Straszowa autobus nie jedzie, bo jutro jest piątek, a później Matki Zielnej i wolne. I tak męczę się z tymi zapytaniami i wychodzi, że chyba się uziemiłam, ale patrzę, przyszła Jolka.
I mówię do niej, czy zawiezie mnie do na Stacje do Staszowa. Chociaż popatrzeć na ten rozkład z bliska, ale tak myślę i myślę i patrze na nią z bliska i mnie ośliniło. Przecież Ona mieszka tam gdzie i jak mnie podrzuci do Staszowa to i tak wraca na Kolbuszową. Mówię:
-No przecież ty mnie możesz odwieźć, skoro już przyjechałaś. Zapłacę ci.
I złapałam ją pod rękę. Powiedziałam jeszcze, chodź kupie ci wino. Wzbraniała się, ale powiedziałam że osobiście jej coś wybiorę i będzie zachwycona, żadne tam chlapy. I weszłyśmy jak do sklepu firmowego.
I zrobiło się dziwnie.
To nie byli zwykli ludzie, ale jakieś Elementy. Najgorszy był Boss, taki stary i z gębą wykrzywioną jak po jednostronnym paraliżu. Ten sklep był trochę jak wyspa. Taka powierzchnia, ogrodzona pół-ścianką i z zadaszeniem. Chyba z jakieś trzciny czy słomy. Takie to dziwne było. Otaczał to rów, albo tylko wykop, na pewno można było wejść i wyjść tylko jedną drogą. I nie wiem… jakoś tak siadłam na tej ściance ciałem zwróconym do środka. Jola stała obok z prawej, a z lewej młody Cygan. Te Bossy wykrzywione dookoła, ale nic nie mówili. Gadał tylko młody Cygan.
Ja siedziałam, a przede mną były takie kije, czy co. Taki drąg-widełki i te widełki miały rozwidlenie na jeszcze jedne. Trochę jak rogi jelenia i miałam w środek tego skoczyć. Nie było to stabilne i przy nieodpowiednim skoku można było sobie te zaostrzone końce wbić. W brzuch na przykład, albo gardło. I tak się przymierzałam i przymierzałam, aż wreszcie Cygan mówi, że jak się dobrze skoczy to można wygrać ileś tam tysięcy. Dużo, ale kwoty nie dosłyszałam. I w pierwszej chwili to miałam taki ludzki odruch, żeby skoczyć, ale rutynowo zapytałam:
A co jak nie trafię.
-Cygan opowiedział, że wtedy muszę zapłacić tysiąca.
Więc zeszłam ze ścianki i powiedziałam że rezygnuje i najlepsze czy najgorsze!!! Zabrałam swoje pieniądze i włożyłam do torby. Było tego ze 4 tysiące, tak jak moja żelazna rezerwa. Nie mogłam wyjść ze zdumienia nad swoją głupotą, że postawiłam swoją żelazną rezerwę w tej szopie. I kiedy to się stało ?? Jak przecież siadłam na murku i już miałam skakać w te widełki.
Zabrałam Jolkę i wyszłam. Nikt nas nie zatrzymywał. Powiedziałam do niej, że jeszcze pójdziemy pochodzić i wracamy. I jak się odwróciłam, to znowu to miejsce było jak firmowy sklep. Ja zaś szłam tylko w staniku do ćwiczeń, tym który miałam na sobie wczoraj na treningu. Miałam go założonego na lewa stronę. Wiem, bo Jola mi zwróciła uwagę na coś i od razu ten szczegół zauważyłam.