Wisielec – Zapis 989

Sen z 03.01.2026

 

Byłam na ługach. I był to chyba Partner, ale chwilami stawałam się Ojcem. Tak jakby jakaś część przebijała z wewnątrz. Na naszym polu stał jakiś budynek. Zwykły kwadratowy, bez dachu. W środku leżał Wisielec. Wiem, bo Partner podszedł i odsłonił na jego szyi obróżkę. Właśnie! nie było liny. Podniósł go i zawiesił z powrotem na ścianie, jak na jakimś haku. I chyba wezwał służby, albo i nie, z nami była jakaś kobieta.

Zaczęliśmy przeglądać szafki, na zewnątrz czekały na nas dzieci ze zwierzętami. Przyjechały wozem i ustawiły się na piaszczystym stajoku. W szafkach były moje buty. Szukaliśmy z Partnerem takie które można było spieniężyć w dobrych kwotach. Przy sianie znalazłam kupę kamieni i w nich kryształ. Taki co wyglądała jak zwykły kamień, tylko że z jednej strony odłupany. W środku był czysty. Obok leżały jeszcze dwa podobne, ale szybko je odłożyłam. Partner chciał zabrać, ale powiedziałam że to podróbki. Miały inną temperaturę, minimalne niższą wagę i inaczej się odłupywały. Dźwięk przy łupani też był inny, jakby tworzywo. Zabraliśmy tylko kryształ.

Wyszłam na zewnątrz. Na ziemi Serafinów było jakieś ścierwo w ostatniej fazie rozkładu. Małe dziecko w tym siedziało. Powiedziałam żeby wyszło bo zakażenie gotowe. Wróciłam do budynku. Ten martwy dalej wisiał na tej ścianie. I Partner do mnie powiedział. 

– Widzisz? nie śmierdzi. 

I rzeczywiście nie śmierdział. Bo po tym zdaniu mocno się się zaciągnęłam i uważnie zbadałam całą próbkę powietrza, próbując coś wyczuć. Nie było żadnych trupich odorantów, nic a nic.

I Partner zaczął się brać za robienie kiełbasy z jakiegoś ciemnego mięsa. I na zewnątrz budynku zobaczyłam że leży krwistoczerwone mięso. Takie jakby żywe, jakby dosłownie sobie wyrwać z ciała na żywo. I tak patrzę i nie wiem czy powiedział, czy mnie oświeciło, ale to było mięso z Wisielca. On to dorzucał do swojego mięsa. I dawał dzieciom. I pomyślałam, że nic nie będę będę od niego jeść mięsnego. I że dlatego nie zadzwonił po  służby. Bo Wisielca mieli i wzbogaca wyroby ludzkim mięsem.

Wyszłam, zabrałam dzieci i zwierzęta i poszliśmy w stronę domu rodzinnego. Z lewej na skrzyżowaniu. Na parceli gdzie było wysypisko śmieci w czasach mojego dzieciństwa budowali nowy biały budynek, jak z suporexów. Miał już parter i strop, wznosiły się już ściany pietra. Od strony domu rodzinnego szła dystyngowana para z dzieckiem. Minęła mnie z tą moja gromada na skrzyżowaniu. Z mojej strony pierwsze pobiegły zwierzęta. Jakaś cieliczka czy wielki kot jak pantera?. Reszta szła w miarę z naszą grupą.