Pastuch nieelektryczny- Zapis 1029
Sen z 03.04.2026
Byłam w Niemczech, ale jak na rynku kolbuszowskim. Dokładnie przy numerze 36. Wyszliśmy zwiedzać prawdopodobnie. Rynek był dziwny bardziej przestrony, otwarty i prawdopodobnie po prawej nie było drzew. Za to był pastuch, część rynku była ogrodzona jak pastwisko potrójnym drutem pod napięciem. I zdaje się że napięcie nie było elektryczne, bo je widziałam jak zaznacza się wokół druta jak świetlista powłoka. W złotawej barwie, nie niebieskiej. Moi towarzysze wyszli przez te druty, poza zamkniętą przestrzeń, nie wiem nawet jak, więc też chciałam iść za nimi, ale pojawił się jakiś Strażnik. Co przystawiałam się do drutów, to groził mi palcem. I naprawdę przyjmowałam różne pozycje, tak by przejść samym dołem czy miedzy pierwszym a drugim. Nawet szacowałam czy przeskoczę dołem, ale najwygodniej było mi przejść dołem. Tak jak to robiłam na winnicy Thoerle w Hesji Nadreńskiej na żywo. Tylko że tren Strażnik…. Wreszcie zrozumiałam o co mu chodzi. Musiałam ściągnąć plecak i kurtkę, bo pewnie bym zaczepiła i mogłabym tą sieć uszkodzić. Przerzuciłam więc moje rzeczy za druty i nagle zrobił się tłum.
Przyszły jakieś cholerne baby jak grupa zwiedzająca i tyle ich było, że nie wiem kiedy zniknął mój plecak i kurtka. Na dokładkę te babska wszystkie miały torebki z frędzlami jak ja, więc straciłam mnóstwo czasu na łapanie ich toreb i niesprawdzanie czy to moje, zamiast od razu śledzić ruch mojego plecaka. One się rozeszły, a ja zostałam tylko z telefonem.
Ale pojawiło się jakieś żarcie. Skubnęłam, dosyć dobre. I pojawiła się grupa młodych w ogrodzeniu. Jedzenie było niby moje więc jak tylko zaczęli jeść zapytałam takiego wysokiego grubego blondyna o plecak. Nie odpowiedział nic, więc złapałam go za gardziel i dosłownie aż wycedziłam potęgując zacisk dłoni na jego gardle.
– I don’t speak English i Germanit. Mowie po polsku.
I ten się odezwał po polsku, i to mnie zdziwiło, bo byłam pewna że to rodowici Niemcy, a okazało się że to grupa Polaków. Już nawet nie wiem jak przenieśli mnie do zakładu pracy, gdzie byłam kierownikiem produkcji folii i dodatkowo jeszcze z nadrukami. Z tego co pamiętam niby kiedyś pracowałam na tym stanowisku, ale teraz to wszystko był takie inne, że nie mogłam uwierzyć że kiedyś to robiłam.
I znalazłam sie jak w domu, moja Córka była maleńka jak półroczny bobas. Musiałam jej zmienić pampersa, bo była cała mokra. Jak zaczęłam ją rozbierać to okazało się, że przemoczyła trzy warstwy ubrania. Cały czas mi spała na rękach, aż dziwne że te moje ruchy jej nie budziły. Była taka spokojna.