Kosztowne puzderka- Zapis 888
Sen z 20.03.2025
Byłam w jakimś domu, ale nie wiem co to był za dom i gdzie. Bo chwilami jakoś mi dziwnie nawiązywało do USA. Dom był ogromny. Były jakieś trzy koleżanki, niby ze mną i mężczyzna, ale nie wiem skąd i dlaczego? Jakoś naturalnie się pojawił. Ja niby byłam z tymi koleżankami jak na wyjeździe. I już nie wiem, niby kładliśmy się spać i zaczęłam chodzić po tym domu i weszłam do takiej łazienki jak pokoju kąpielowego. Jakoś miałam wrażenie, że jest on od strony dziewiętnastowiecznej ulicy. Pokój był w pięknej butelkowej zieleni, cudowny. I teraz przyszło, że to spadek po amerykańskiej ciotce.
Na przeciwległej stronie parawanu prysznicowego była szafka. Na środku był dywan, mały stolik i fotelik wyłożony pluszem. Pojawił się też łózko. Ścianka prysznica była mokra, więc ten mężczyzna musiał już tu być. Podeszłam do szafy. Zdawała się być nietknięta do kiedy ciotka umarła. Otworzyłam, w środku były wysadzane kamieniami puzderka. Maleńkie, mieściły się w dłoni jak na na biżuterię.
Wyciągnęłam pierwsze i w środku były koraliki i maleńkie muszelki. Wszystko opisane, jak i do czego, w może czterech kolorach, czerwonym, perłowym, niebieskim i jakimś. I zaczęłam wyciągać po sztuce i pomyślałam że to kradzież. No to się cofnęłam, zaraz że nie, bo ciotka nie żyje, no to biorę. Za chwile znowu żeby nie brać. I tak się zaczęłam miotać, że ktoś mnie usłyszał i uchylił drzwi z prawej strony szafki.
Pojawiała się coś jak noga. Zaczęłam się zwijać i jęczeć, że niby boli mnie brzuch i zatrzasnęłam drzwi. Koraliki już miałam zapakowane w worek, ale wsadziłam do puzderka i w końcu niczego nie wzięłam. Żeby udawanie nie było bez pokrycia, odwróciłam się do muszli i chciałam na niej usiąść, ale tu było ogromne zaskoczenie.
Muszla wyglądała jak kielich, jasno butelkowozielona. Była wypełniona wodą, ale taką o konsystencji oleistej. Tak że była szkląca. W środku coś pływało, jakiś kawałek materiału. Wiem, bo złapałam i podniosłam do góry. Materiał z jednej strony był lśniąco złoty, a z rewersu matowo złoto perłowy. Na samym spodzie podniosło się coś takie rubinowe, ale jak smuga. Nie mieszało się ze względu na konsystencje tej wody. Ale o wiele wyższej gęstości bo momentalnie opadało na dno.
Całkowicie mnie to zbiło z tropu. Nie wyczułam zapachu, ale odłożyłam materiał do środka i stwierdziłam, że nie siadam, bo nie wiem co to jest. I wtedy weszli, mężczyzna i ktoś. Ale ktoś był tak nieokreślony, że nie wiem jakiej to było płci.
Usiedli przy stoliku. Nie miałam już możliwości pogrzebać w puzderkach. I na lewo na ścianie pojawiła się kotara. Na początku zobaczyłam tylko jakiś ruch, ale myślałam że mi się wydaje. Po chwili znowu, i w końcu jak na ekranie pojawiła się jakaś twarz. Rozwichrzone kudły z kapeluszem kowbojskim na głowie. Mówię do tych dwoje, że coś tu jest, bo normalnie widzę. Na to jedna teraz wstało i zdawało się być kobietą i mówi do mnie:
-Nie będziesz mi grzebać w przodkach.
I wychodzi, a ja do niej:
-Ty nie masz żadnych przodków, to nie oni, to ten dom.
I wtedy zza kotary wypadły koty. Okazało się, że za kotarą był koci metalowy koncert.
I Partner się odezwał. Powiedziała, że dopiero wrócił i włączył obraz na kamerze. Był na zakupach. Na żywo poprosiłam go o conversy do roboty na dziale z winem. Przyklęk na prawe kolano i zaczął mi prezentować buty które mi kupił.
Były brzydkie, żadne trampki, tylko jakieś borowe. Bordowe, nie czerwone, ale bordowe jak niedotleniona zakrzepła krew. Takie były jak w góry. Z przodu zakrywające cały piszczel, a z tyłu lekko odkrywające mięsień. Tak by, jak będę cały czas iść po stromym zboczu do góry, czy w dół, mięsień mógł swobodnie pracować. Całe buty było poprzeszywane, tak by mogły się swobodnie powyginać w każdym możliwym kierunku. Nie były całkiem płaskie, pięta była na lekkim podniesieniu, ale bez obcasa. Chyba po to by zmniejszyć kąt nacisku na stawie skokowym. Buty nie były skórzane, zdawały się być jak z materiału, ale z zastosowaniem nanotechnologii. Materiał zewnętrzny wyrażał strukturę rombu, pozostałych warstw nie dostrzegłam.
Patrzyłam i pokazał mi jeszcze drugie, w wojskowej zieleni. Podobne, ale z węższymi noskami. I tak prezentuje te bordowe i nawet złapał jakąś brokatową bordową tkaninę i przyłożył żeby zakrywała buty. I tak gada, że super pasują do sukienki. Nie podobały mi się, nie miałam pojęcia gdzie ja w nich będę chodzić.