KARMA – Zapis 996

Sen z 17.01.2026

 

Byłam w moim pierwszym domu. Jakaś impreza się tam zrobiła, ale taka dla młodzieży. Ludzi było jak na koncercie, wszyscy stali jak na stadionie i bawili się głośno. W kuchni mnóstwo znajomych. Telefon nawet mi zgubili, ale chętnie pożyczyli swój bym mogła do siebie zadzwonić i odnaleźć po dźwięku. Zaczęłam wbijać numer i…

Zaznałam w moim obecnym domu na Osiej. Partner znowu wrócił i to było dziwne, bo w listopadzie znowu miałam jechać do niego. Leżał odwrócony plecami i odpoczywał. Mino wszystko poczułam ulgę. Widziałam, że zdejmie część obowiązków ze mnie, szczególnie tych męskich. Córka wybierała się na przystanek. Była taka inna, spokojna, jakby uzdrowiona. Cała w jasnoniebieskim ubraniu. Po chwili jednak założyła na wierzch trochę inny kolor. Ale spojrzenie wciąż pozostało jasne jak błękit.

I pojawiły się nazwiska, nie wiem skąd Rafał Draus. Kazimierz jakiś tam i ten Kraus i coś jeszcze.

Wzięłam moje amerykańskie dzieci i pojechałam do Kolbuszowej. Zaparkowaliśmy na rynku. Miałam cała trójkę, ale najmłodszego nie widziałam, najstarszy też była jak cień. Wyraźny był tylko Dawid. Piotr szedł z przodu i nas prowadził przez zaspy i to On zwrócił mi uwagę że Dawid nie ma butów. Wzięłam go więc szybko na ręce i  zawróciłam z nim do samochodu. Boże jaki był słaby, opadł mi na ramiona i mocno wtulił. W samochodzie natomiast sam jakoś się opatulił w koce na tyle i dogrzewał. Moja Córka zaczęła wycofywać samochodem i nie zaciągnęła ręcznego. Jechał do tyłu, a z miejsca pasażera nie miałam dostępu do pedałów. Na szczęście zaciągnęłam ręczny i zatrzymałam się przed następnym samochodem.

Do mojego wsiadł Łukasz, bo ten cofający zrobił się jak Szefa. Stwierdziłam, że go odprowadzę na firmę albo gdzie. I zaczęłam go obchodzić. Stała z dziesięć centymetrów od następnego. I zaczął wyglądać jak miniatura kamienicy. Taka z rwanymi katami. I obchodzę dalej, a tu mi wyskakuje Szef i mówi;

-Pani Iwonko, niech Pani zobaczy co się stało. To karma.

Ja tak patrzę, a samochód teraz stoi jak na chodniku. Wjechał prawym bokiem w kamienice na rynku. Dodatkowo w numer 38, tam gdzie najczęściej jestem w snach. Na przykład wtedy i wtedy. Na piętrze w oknie jest Gościu i chyba wyrzuca gruz z góry. Ale w tym momencie trzymał kwiatka doniczkowego. Popatrzył na nas i wzruszając ramionami powtórzył;

-Karma, karma…

Ale te dwa tony były odmienne. Szef mówił z przejęciem, trwogę, ale i wiarą w nieuchronność i tak jakby przebrzmiewała lekka refleksja nad wcześniejszym postępowaniem. A ten z okna jak Obserwator, kros kto ma większy ogląd pewnie przez to okno. I takim przewidującym, takim że On już to dawno wiedział, że tak będzie i wystarczyło się tylko zapytać.