Torebka od Andrzeja- Zapis 1069

Sen z 17.07.2026  godz. 5:12

 

Byłam w Kolbuszowej z moimi dziewczynami. Chyba schodziłyśmy z cmentarza do kościoła Wszystkich Świętych, bo znalazłam się na jakimś poczęstunku na plebanii. Jak siedziałam przy stole z Córką i Synową to dosiadło się trzech Mężczyzn. Jeden to Andrzej, rozpoznałam go po ruchach. Drugi to jego Brat albo przyjaciel i trzeci Stary Dziad jak żydowski kapłan. Andrzej normalnie wydawał wszystkie sygnały jaki może produkować zainteresowany mężczyzna. Tak jakby stracił panowanie nad ciałem i nie mógł już zachować żadnych pozorów. Wyglądał jak całkowita przeciwwaga do opisów które wcześniej mi serwował. Szczupły, jasne włosy i wąsy, wiek dobrze po sześćdziesiątce i najlepsze On mi kogoś przypominał. Piłkarza Bońka, właśnie chyba przez ten wąs, ale i przez lekkość ruchów trochę. Oczywiście nie zdradzał kim jest, ale jego ciało krzyczało To ja jestem, to ja!!!

Przyjechali na jakiś pogrzeb, wyczułam że heretyka, ale ze względu że to Amerykany ksiądz pochował go uroczyście. Widać było, że kasę sypnęli i to mocno. Stary Brodacz wyciągnął biblie i zaproponował jakąś zabawę. Czytał Wers jako zgadywankę. Rozpoznałam wers błyskawicznie z jakiej Księgi. Zagadałam jeszcze, to teraz z której. Z Gróźb, Liczb czy Rut. Wychodziło, że wszystkie Wersy znam na pamięć, więc impreza przeniosła się do Żony Wojtka. Okazało się, że Andrzej mi zrobił zdjęcie na schodach kościoła. Miałam na nim sukienkę z zielonozłotej satyny. Ta samą którą ubrałam na Komunie w tym roku na żywo i stałam na tych samych schodach.

Żona Wojtka zaczęła przygotowywać torta, dała mi jakieś balony do potrzymania. I znowu wlazł Andrzej, teraz przyniósł wódkę i z dwoma sokami, czy czym, z tym bratem. Tak jakby był kolegą Wojtka i to dobrym. Jak znalazłam się z Żoną w jakimś pokoju i ona przebierała się, czy co, odsłoniła jej się lekko pierś. Lewa, od strony pachy. Miała na niej taką wybroczynę o lekko chropowatej powierzani. Chciałam powiedzieć że to rak, ale opuściła koszulkę i wyszła. Nie zdążyłam jej powiedzieć.

Wsiadłam do samochodu z dziewczynami. Moja Córka kierowała. Ale pojechałyśmy całkowicie w odwrotnym kierunku. I Synowa szybko ustawiła nawigację, żeby zrobić objazd i mignęła mi autostrada. Bardzo podobna do tej którą jeździłam nad ocean w Stanach, ale tylko przez moment. Po chwili jakby zjechaliśmy z górki to nie miała już tej panoramy.

I znalazłam się w moim domu. Wyszłam na taras, bo od ulicy jechał dostawca na skuterze z zieloną torbą jak z GLOW. Obok stanęła synowa. Powiedziałam do niej, że przecież nie zmawiałam jedzenia. I tak patrze… Bo przy stawie, czyli od tarasu jakieś 20 metrów był znak po prawej stronie. Ostrzegawczy z czarnym wykrzyknikiem na żółtym tle. A jak dostawca go minął, zmienił tło na czerwone. I tak jarzył. Dostawce rozpoznałam, to był kolega Córki Kuba. Otworzył Torbę i podał mi wielką zamszową torebkę z frędzlami i ćwiekami. A przecież ja prosiłam Córkę, bo teraz jest w USA na żywo żeby mi taką kupiła. Ale wiedziałam że ta jest od Andrzeja. Od razu jak ją zobaczyłam, to wiedziałam że to Andrzej mi ją kupił. Zamszowa, w komplecie do botków i spodenek. Wielka, okrągła z w miarę krótkimi frędzlami, obszyta na górze i dole. Otworzyłam ją, w środku prócz papieru był jeszcze portfel. Pusty, ale nowy i też zamszowy prostokąt z takimi przeszyciami z prostokątów z różowym wypełnieniem z lakierowanej skóry. Piękny i nieśmierdzący.

Kuba zaczął się wycofywać, wystraszony, bo wyskoczyły na niego dwa moje psy. Czyli ten znak to jak system ostrzegania, ale krzywdy posłańcowi nie zrobiły.