Rafał- Zapis 1068

Sen z 15.07.2026

 

Rafał wrócił, tak mi się wydaje, że to On przyleciał tu, a nie ja do Stanów, bo widoki miałam jak w stronę Domatkowa. Wrócił z chłopcami, tak jakby miał dwóch synów?. Z czego jeden był aktywnym graczem w szkółce kolbuszowskich talentów. I dzisiaj wyglądał już jak żywy. Ostatnio jak go widziałam był jak trup. Na początku jechaliśmy razem samochodem, a później tak jakbyśmy staliśmy. I staliśmy tak, jakby przy płycie boiska, zaraz na linii rosnących przy nim drzew.

Nadal był wyskoki jak zapamiętałam go z liceum. Nie rozmawialiśmy, ale dwa razy wzięłam go za prawą rękę. Patrzył na mnie bez słów. Ale wtedy miękł. Wzięłam go dwa razy, bo chciałam zweryfikować czy to co widzę i czuję jest powtarzalne, i tak. Jego zachowanie było niezmienne, ale ciężkie do werbalizacji. To że były tu uczucia to niesprzeczne, ale charakterystyka tych uczuć niespotykana. On w momencie mojego dotyku przelewał na mnie taką czułość i tkliwość jak na noworodka. Jakby składał przysięgę, że zawsze będzie mnie chronił i że moje dobro będzie dla nie priorytetem. Taką miłość gdzie dominatem są najdelikatniejsze rejestry uczuć między kobietą a mężczyzną, gdzie żądze i namiętności ustępują opiece.

I przyszli jego dziadkowie. On poszedł z nimi do góry, a ja zostałam chyba w hotelu fundacji. Starzy zrobili obiad. Rafał przyniósł mi porcje. Zwykły domowy obiad, schabowy z dodatkami. Chociaż nie byłam głodna, zjadłam, bo od niego. Pojawiły się Matki, cała masa Matek. Do każdego dziecka które grało na murawie. I Rafał wszedł na taką wyspę i serwował dzieciakom lody. Z sympatią równą Cristiano Ronaldo. I okazało się, że podjęłam tam pracę. Miałam wszystko dokończyć i zamknąć. Wypłukałam wielkie zlewy na kuchni i zaścieliłam takie długie hotelowe łózko. Ale to łóżko bardziej wyglądało jak sztandar, który zwijałam na platformę do następnej uroczystości. Wszyscy pracownicy zaglądali i interesowali się czy wszystko u mnie dobrze. Jak w żadnej innej pracy, jakby cieszyli się z tego, że tu jestem.