Gile z nosa – Zapis 1060

Sen z 26.06.2026

 

Byłam z Partnerem, ale nie wiem co to za miejsce. Wiem tylko że chodziłam bez butów, bo jak byłam w sklepie to stanęłam tak przy ladzie żeby nie było widać. Miałam takie brudne nogi jak po całym dniu chodzenia u mnie po działce. Partnerowi coś wychodziło z nosa, dwa razy, ale nie zdarzyłam się dobrze przyjrzeć, trochę jak katar wyglądało.

I znaleźliśmy się w chałupie Serafinów, przerobili cały dolny poziom. Odmalowali, wstawili taką długą kanapę przykrytą jakąś tkaniną. A w pomieszczeniu gdzie wiecznie w moim dzieciństwie leżały gnijące ziemniaki zrobili łazienkę z korytarzem na środku i wannami po bokach też zakrytymi kotarami. Na samym końcu były drzwi do ogrodu. W związku z tym że to mocno obniżone, bo przecież pół-piwnica, zapytałam retorycznie czy woda im się nie leje. Stałam i patrzyłam przez te przeszklone drzwi na drogę i w tym tygodniu przeszły ingresywne odpady i Oni niemo potwierdziły że tak, zalało ich.

Cofnęłam się więc do tej kuchni i usiadłam na kanapie. Oprócz mnie była Babka Serafinaka nie żyjąca chyba jakiś mężczyzna i ten mój Partner. I Siedzę i dalej rozmawiamy o tej pogodzie, mówię że może być tak że zaleje do połowy to piwnico-mieszkanie. I jakoś Partner się nade mną nachylił i znowu mu to to wyszło z nosa.

To było długie na pół metra. Wyglądała jak śpik czy plazma, ale miała jakieś trzy zgrubienia jak węzły, czy sploty. Czy jak zwykłe zagęszczenia śluzu. I tak to się wysunęło że prawie mnie dotknęło i odsunęłam sie gwałtownie. Obrzydlistwo. I Partner to zaczął wciągać z powrotem, ale mnie już zaczęło cofać. I Chciałam powstrzymać, ale raz, drugi, trzeci i za czwartym razem poczułam że chyba podchodzi mi treść żołądkowa i się obudziłam.