Apple – Zapis 1037

Sen z 01.05.2026

 

Była w starej robocie na obsłudze. I była noc, bo wszędzie paliło sie słabe światło. Weszłam na zmianę za kontuar i i momentalnie pojawiły się tłumy ludzi. Zaczęłam przygotowywać sobie owocową herbatę w wysokim pucharze. Jakiemuś Gościowi też, bo chciał. Poszłam więc szukać dzbanuszek na kuchnie. I dzbanuszek był, taki biały, porcelanowy, ale miał dziwny talerzyk który zakładało się na wierzch. Kucharka powiedziała że to plasterek cytryny. I to mi nie pasowało, bo jeszcze pojawiła się jakaś miseczka z ozdobnym rantem i to już mi w ogóle nie grało z zestawem do herbaty. Wyszłam z kuchni i znowu weszłam za kontuar. Jakaś para która siedział przy barze grzebała w kasie. Nie to że kradli, ale otworzyli szufladę i przewalali te grosiki w te i we te. I to już mnie wkurzyło. Kazałam zamknąć tą kasę, więc od razu wyszli. Za to za bar weszła mi jakaś kelnerka i zaczęła coś szukać. Tu już warknęłam, że nie wolno wchodzić samopas jak jestem na zmienię. Złościłam się coraz bardziej, bo ludzi była pełna sala, a ja sama. Łażą mi za barem jak turyści i jeszcze bloczka nie mogę znaleźć.

Każdy jeden który wzięłam do ręki był zapisany, dwa razy wracałam od stolika, bo szukając czystej kartki wszystkie były zapisane. Drobnym równym pismem, ładną kaligrafią, staranną. Nie wyglądało to jak zapiski kelnera z sali, tylko jak przemyślane teksty. Stałam akurat przy stoliku z czterema mężczyznami i stwierdziłam, że nie nie będę trzeci raz wymieniać bloczka, bo jak wróciłam do nich za drugim razem nie mieli już stolika. Przyjęłam więc zamówienie na pamięć i Pierwszy powiedział Aplle, drugi Seven i nie Up tylko inny wyraz, a trzeci i czwarty to już nie wiem. Na pewno nic z alkoholem. Bo nawet Pierwszy, to myslałam że na początku chce drinka szarlotkę, ale później stwierdziłam że sam sok. I ten Seven był charakterystyczny ale zgubiłam ten drugi człon, a był ważny, sama nie wiem dlaczego. A ja zapomniałam fonetykę.