Cymantic – Zapis 1036

Sen z 26.04.2026

 

Siedziałam na rynku przy stoliku, chyba z bratem i Ojcem. Czekałam żeby pojechać do Rzeszowa na lekcje języka. I tak się miło rozmawiało, że, że w końcu zerkam na zegarek na ręce i zobaczyłam że jest szósta. A na osiemnastą miałam być na lekcji. Szkoda mi było, ale stwierdziłam, że jedna lekcja mnie nie zbawi. Wstałam i weszłam o kamienicy. Minęła mnie kobieta mówiąca po niemiecku. Zaraz w przedsionku stał wielki stół ze słodkościami, a dalej była jakaś wystawa. Tylko że nie byłam zainteresowana, przeszłam przez taką wielką pustą powierzchnie i znowu wyszłam tym wejściem do kamienicy. Teraz tam stała cała świta. Kobiety coś do mnie mówiły, zapraszały mnie czy co, ale mi nie chciało się zostać. Byłam dziwnie ubrana, cała na czarno w jakiś garnitur i białą koszule. Ta koszula mi wystawała z tyłu i to zwróciło uwagę, bo zazwyczaj wkładam w spodnie, a tu wystawała poza obręb marynarki czy czego. Dodatkowo miałam jakieś łańcuchy czy ćwieki, tak że taka niby awangarda.

Zdecydowałam się iść na nogach do tego Rzeszowa, bo niby byłam na obrzeżach. I idę i po lewej zobaczyłam że jest cmentarz więc stwierdziłam że sobie przez niego skrócę.

Jak weszłam od razu zrobił sie las i nie wiedziałam żadnych nagrobków. Za to droga była szeroka i z dwoma koleinami jak wyjeżdżona wozami. Idę i nagle na ziemi pojawiły sie setki węży, małe, duże średnie i skaczą mi do butów i nów. Podskakuje, robię uniki ale jest ich tak dużo, że to rosyjska ruletka

I pojawił się pies. Mały, rudy jak mój nieżyjący Piesio ale to nie był Piesio i do mnie. I też nie wiem czy chce mnie użreć z tymi wężami. Posunęłam mu rękę do wąchania. A ten wącha, ślini, lekko podgryza, ale ja nic nie reaguje i wreszcie jakoś się oswoił. Nie wiem czy bardziej zadziałam zapach czy spokój. I zaczął zagryzać węże które do mnie wyskakiwały. I idziemy sobie i przed nami wielka wyrwa z woda. Piesio od razu skacze do wody i nurkuje. Dzięki temu wiem, że to nie kałuża tylko głębina. Zresztą jak wskoczył to z leśnej brei woda od razu zmieniła się w krystaliczny odmęt, więc to było tylko moje subiektywne postrzeganie, że mogę to przejść brudząc nogi do kostki. Obeszłam bokiem. I wreszcie wyszliśmy z lasu na pola i łaki całe poprzecinanie tymi krystalicznymi żyłami. Piesio znowu skoczył do żyły i pokazał że ja tego nie mogę przejść, bo nawet on się zdematerializował. Zresztą nic nie było widać, żadnych miast, więc nie wiem gdzie ja to sobie skróciłam. Pies odbił z powrotem do lasu i weszliśmy do gospodarstwa.

I pies chyba stał się dzieckiem, nie wiem. W każdym razie w gospodarstwie była para. Zajmowali się obróbką kamieni, bo kobieta dała mi garść minerałów. Chciałam wymienić, ale upierała się przy tych , nie wiem co to za kamienie, były inne, albo takie których nie znam. Zapytałam mężczyznę ile do Rzeszowa. Odpowiedział że 5 Km. Pomyślałam że może bolt przyjedzie, ale nie byłam pewna ile ma pieniędzy. Kobieta zaczęła mówić, ale to ściągnęłam telepatycznie, że miała czyszczony brzuch. Była w ciąży i wyczyścili. I nie wiem chyba nie powiedziała tego ustami ale myślami. Zaproponowali że mnie odprowadzą.

I zaczęliśmy iść i jak wyszliśmy z gospodarstwa to po prawej pojawiły się wysokie stoki z domkami i zadrzewieniem. I takie to było piękne i tak myślę gdzie pod Rzeszowem są takie widoki. I doszliśmy do takiego miejsca że dech zapiera. No właśnie! niby 5 km od Rzeszowa. 

Zrobiono kąpielisko na starym torowisku, bo weszłam do wody, było może do połowy uda. Środkiem biegły tory kolejowe. Normalnie dwie szyny i stemple. Torowisko było najniżej osadzone, a dookoła niego były wzniesienia. W oddali widziałam rozległą wodę i wielkie bloki skalne. Uformowane już erozją, obłe i o prostokątnych bryłach. Jak patrzyłam, to doleciało mnie jak ktoś powiedział Toskania. Bardziej na prawo był łagodny szczyt z ruinami, ale ruiny już w całkowicie rozsypce.  Jedynie zarysy fundamentów po starożytnym grodzie. Dookoła jakieś kramy i doszło że okrywają to przed ludźmi. Żeby ludzie tu nie przychodzili. Pełno dzieci ,śmiały i kapały się, razem ze mną. Pojawił się mój Partner i mówię mu żeby przeszedł tam dalej, bo jest głębiej. A ja patrzeć do tylu, a tam takie rozległe widoki, jakby cały horyzont był delikatnie poniżej i żadnych miast.

I odwracam się i patrze, a ci co z nimi przyszłam i Partner siedzą teraz pod jedną budką związani. Jakby za to że mnie tu przyprowadzili , bo nikt inny nie był. Ale że miałam sałatkę z kurczaka to zaczęłam jeść.

I miałam przebłysk, ale z mojego łóżka w którym śpię na żywo, widziałam Cymantic. I było dziwne, wyglądało jak plaster miodu. Centralnie od jednej komórki rozchodziły się promienie we wszystkich kierunkach, heksagony. Najdziwniejsze było to że heksagony były równe i drgały w jednej czestotliwosci, czyli nie były falowe. Stanowiły stałą matrycę z głównym punktem który niczym się nie wyróżniał, nie mówił że jest źródłem, a pomimo tego był i to było dziwne. Źródło którego nie zidentyfikujesz jeśli nie wiesz że nim jest. Cymantic pojawiło sie w trakcie snu, tak jakby zerwał się obraz, a pokazał się kod źródłowy na którym powstaje.