Aura – Zapis 1025

Sen z 28.03.2026

 

Na początku byłam jak na stacji bezprzeładunkowej na pustyni, wielka hala jak hangarem. Pomimo że widziałam jak w dzień wyleciały nietoperze, chociaz na początku myslałam że to coś innego, bo niby była noc. Dopiero jak jeden wpadł mi we włosy, a drugi dolepił się do ciała, zobaczyłam je dokładnie jak wyglądają. Była małe, sporo mniejsze niż moje które mam na działce, czarne i bardziej jakby lepkie. Jeśli ktoś miał w ręku nietoperza zrozumie o co mi chodzi. I nie wydawały żadnych dźwięków. Przyjechały dzieci autobusem i zrobiło sie jakieś zamieszanie.

Znalazłam się u stóp świątyni. Ze mną siedział jeszcze trzy osoby. Wyszłam z szeregu i weszłam na pierwsze schody. Usiadłam po turecku, skrzyżowałam dłonie jak do modlitwy i przymknęłam oczy. Momentalnie ukazało mi się światło w oddali jak punkt, tak jakby ołtarz był portalem. I chciałam zapytać moich towarzyszy czy też to widzą i odwróciłam się do nich zadając im to pytania. Byli zdziwieni, nie rozumieli o czym mówię. Ja wtedy spojrzałam za siebie, nie było tam w ogóle żadnej świątyni.

Znalazłam się w pokoju, przyszłam z kimś z rodziny do Człowieka. I chyba był to Wrocław. Pokój był jakby prześwietlony oknem na całą ścianę. Ja siedziałam w trójkę, z nim i z towarzyszem na wprost niego. Mężczyzna coś mówił i mógł mieć rozwiane włosy. I jakoś siadł w kacie, a ja do niego szybko podeszłam. I zobaczyłam takie dziwne zjawisko wokół niego. Jakby odbijające się światło na tafli pofalowanej wodnej powierzchni w głównych kolorach czerwieni i żółci i z różnym natężeniem, czyli intensywnością koloru. Ten blask był tak silny że całkowicie mi go zakrył. I to był taki główny rozbłysk, ścisły jak namacalna warstwa. Ja momentalnie się zatrzymałam, bo widziałam to jak materie i nie chciałam się z tym zderzyć. I po chwili zobaczyłam to jeszcze raz, ale mikro skali. Teraz wyglądało jak obraz fali czy pasmo, nie tworzyło już szczelnej bariery, ale jakby echo, krąg na wodzie. W tych samych kolorach, ale już nie tak wyraźnych jak na pierwszym wyrzucie i pasmo układało się prostopadle do do obiektu. W ten sposób się rozchodziło. Czyli również jak kręgi na wodzie. Układ barw już widziałam jak w pryzmacie, usystematyzowany. Splatanie było widoczne tylko przy pierwszym kontakcie, tak jakby wrócił do pierwotnego założenia. Patrzył na mnie jak zwierze, pierwotnie, najgłębszą strukturą mózgu, niezakłóconą żadnym procesem myślowym. Ale po chwili wstał i przyglądał już się uważnie.

Ja zaskoczona, nigdy nie widziałam takiego czegoś we śnie, jak w filmie czy kreskówce. I jakoś znowu wróciłam do tego pokoju, bo puściłam wodę na kąpiel. I nie wiem, czy mój brat, czy mój syn, chociaż był w pokoju nie zakręcił wody. Cały pokój zalało do kostek i zaparowało. Otworzyłam drzwi żeby wypuścić parę.

I znalazłam się w innym pokoju z babcią. Pokazała mi zdjęcia stojące na szafie z ubraniami. Były czarno białe. IU zdjęła jedno i powiedział ze wzruszeniem

-Moi Synkowie…. w Krakowie.

I ja tak patrze na zdjęcie i oni zaczynają tańczyć. Ubrania i otoczenie jak z lat siedemdziesiątych i to mi trochę nie pasuje, bo za wcześnie. I Oni się bawią przy jakimś trabancie czy maluchu na wąskiej ulicy z drzewem  i normalnie słyszę muzykę do ich tego tańca. Tak jakby babcia nie pokazała mi zdjęcia, ale cały moment zatrzymany na zdjęciu wraz z ruchem i całą fizyką tej jednej chwili. I zaczęłam się zastanawiać co to za kawałek i muzyka zaczęłam cichnąć, a ja nie wiadomo kiedy wyszłam ze snu.