Terminuje u kowala – Zapis 1021

Sen z 14.03.2026

 

Na początku byłam w moim obecnym domu na Osiej. Jakaż maleńka dziewczynka się pojawiła. Chyba ją nawet urodziłam, bo mignęła mi główka noworodka, jak tuliłam go do piersi i zachwycałam się włoskami. Takie miała czarne i gęste. Normalnie krucze, nie tak moja wcześniejsza dwójka. Krzątałam się z samymi kobietami i wsiadłam na rower i pojechałam do Cmolasu. Dziwna to była droga, pełna rozpadlin i wyrw. Nawet nie dojechałam do świątyni , bo w połowie zawróciłam po samochód. Nie miałam kurtki, a wracać chciałam w cieple, ale wracając wjechałam jeszcze takie jarmarczne stoisko.

Pierdół było nawalone jak na wysypisku. Ja przeszłam od razu na środki czystości, bo tylko to mnie interesuje. Wypatrzyłam sobie płyn do płukania i wzięłam najmniejszy, bo były ułożone pojemnościami. I największa to chyba była 50 litrów. Jak go wzięłam, to okazało się że nie ma zakrętki, poprosiłam o wymianę sprzedawcę. Przyniósł inny a ja w tym czas zdąrzyłam się przyjrzeć konsystencji. Wyglądał jak różowy mętny żel. Jak zastygły budyń. I jeszcze coś, ktoś rzucił o moim prognozowaniu, ale nie miałam czasu, wsiadłam i zaczęłam wracać.

I wtedy albo usłyszałam albo przyszła myśl. Że jestem, terminuje u Kowala i jednoczesne budząc się widziałam jak wypada mi biała tabliczka z rąk. Na początku myslałam że to czysta kartka, ale to mogło być ciasto wiosenne dla pszczół.