Jeszcze trzy piątki w kaloryferze – Zapis 1013

Sen z 28.02.2026

 

Znowu byłam w bibliotece na górze, w tym mieszkaniu co sen wcześniej, ale dzisiaj tam przyszłam z Partnerem. Towarzyszył mi.  Dzisiaj były tam Serafinki. Przywitały mnie we dwie Najstarsza i Najmłodsza, ale się cieszyły na mój widok. Tak jakby znowu czas się cofnął i byłyśmy dziećmi. Serafinki były przejęte. Wychodziło na to, że przyszłam, bo miałam sen i one mi go weryfikowały w jakiś sposób. Ja, im go musiała wysłać i on sie sprawdził.

Pierwsze to zapytałam o te piątki i pokazały mi trzy. Mówiły że znalazły je w kaloryferze. Powiedziałam, że trzeba je tam z powrotem je włożyć. Spojrzałam za siebie na ten kaloryfer, był dokładnie w tym samym miejscu co ostatnio. Nawet skupiłam się na szczegółach i okno i kaloryfer był słały. Pozostała przestrzeń za to nie.  Pojawiło się pełno ubrań wszędzie porozkładanych jak w szmateksie. I tak sobie rozmawiamy i One takie przejęte. Ja i Partner nie, bo te moje sny to już, jak część życia i wybrałam jakoś dwie sukienki. jedną mocno niebieską, a drugą bardziej turkusową, obie z kwiatowym wzorem.

I Serafinki wyciągnęły jakąś wódkę i zrobiły mi drinka. Ale był obrzydliwy, nawet nie wiem dlaczego go wypiłam skoro nie pije alkoholu od tylu lat. Wcześniej też wypiłam drinka, chyba w domu, bo zrobił mi Partner, ale jego wódka była pewnie oryginalna i lekka. Wielokrotnie destylowana, bez pozostałości i obcych aromatów, a tu Masakra. Przełknęłam z trudem i nie dość że po dwóch łykach zaczęło mi już buzować, ze względu na bardzo czuły apart organoleptyczny wyćwiczony ascezą, to jeszcze ta chamska gorycz. Rosła mi w gardzieli jak gula i nie mogłam się jej pozbyć nawet przełykając ślinę. Taki obrzydliwy smak kiepskiej wódy. 

I nagle do mieszkania weszłam grupa policjantów. Dosłownie gęsiego, jeden za drugim. Zaczęli krążyć wokół stołów z ubraniami, bo szukali jakiegoś młodocianego przestępcy. Mnie pot oblał, bo zorientowałam się, że za niedługo jadę do roboty. Niby niedaleko, ale jak mnie policja złapie to nie będzie przelewek. Stwierdziłam, że jak wrócę do domu, to zimny prysznic. Zresztą już coś zaczynałam czuć, że zaczyna ustępować ten etanol. Jak policjanci wyszli to Serafinki też się rozmyły. Pojawiła się za to Średnia Serafinka i mówi że zamyka.

Chciałam jeszcze wejść na strych biblioteki i mimo że Serafinka coś tam próbowała być stanowcza i opryskliwa nie dałam się zbić z tropu. Otworzyłam drzwi do składzika i patrzę, a tu ze strychu włazem leje się woda, czysta, ale tak dużo jak z prysznica. Po lewej na ścianie na wieszakach wisiały suknie ślubne i stały buty do kompletu. Dotknęłam ich, używane i takie jak z lat 80′ 90′ podobne kroje i zdobienia. Nie było szans by tam wejść, więc chciałam zgasić światło i żeby się nie zmoczyć, to szukałam jakiegoś kija. Co najlepsze stały same żelazne pręty. Chyba z kilka i już miałam sięgnąć jednym z nich, ale ta woda spływała po ścianach i też po kontakcie i w ostatniej chwili żachałem się ! Przecież prąd, plus woda, plus żelazny pręt i porażenie prądem mam gwarantowane. Dzięki Bogu już trzeźwiałam i wracało mi logiczne myślenie. Zamknęłam drzwi i stwierdziłam, że jak teraz urzędują tu Serafinki na stale, to wejdę tam pogrzebać innym razem. 

Otworzyłam następne drzwi, to była pokój jak socjalu. Następna sala, kiedyś biblioteczna z książkami, teraz była jak konferencja ze stolikami. Miały lekkie obrusy i jakieś wazoniki. Następne drzwi na tym pietrze szły do toalety i tu weszło mi jakieś dziecko. Zgasiłam mu dwa razy światło i zaświeciłam. Nie wiem dlaczego.

Wróciłam do mieszkania i stwierdziliśmy z Partnerem że wychodzimy. Chciałam zabrać sukienki, ale Średnia Serafinka je złożyła w kostkę i schowała. Szukaliśmy przez chwile i jak Partner je znalazł to wyszliśmy. Na dolnej kondygnacji powiedziałam jeszcze do niego żeby poczekała, bo pojawił się wszędzie asortyment. Tak jakby Sefarinki we Trzy wróciły z USA i teraz będą handlować. Wszystko wyglądało jak z TEMU. Tak jakby ktoś to kupował na bazarach, pakował w paczki i wysyłam do naszej miejscowości rodzinnej. A one tu otworzyły biznes. Patrzyłam na takie wielkie bransolety, jak ochraniacze nadgarstkowe i jakieś pierścienie. Nie wiem co to była zz metal, kamienie zaś tylko wygładzone.