Koszyczek – Zapis 1007
Sen z 10.02.2026
Byłam w lesie w miejscowości rodzinnej. Na takiej starej ścieżce gdzie kiedyś rosły prawdziwki. Inaczej to wyglądało, bo od czasu mojego dzieciństwa minęło ponad 30 lat. Zobaczyłam jakieś kamienie, takie duże i od razu przypomniałam sobie rolki z internetu, ze poszukiwacze najczęściej sprawdzają takie kamienie. Szczególnie, że ich w dzieciństwie nie widziałam. Przeszłam trochę na lewo i tam była droga ale wybetonowana. Tak jakby ktoś płukał gruchę po wylaniu fundamentów i z tego zrobił utwardzenie. Cofnęłam się więc znowu pod głazy. Wybrałam jeden z dwóch i zaczęłam pod nim kopać, chyba rękami bo nie widziałam żadnych narzędzi.
I pierwsze wyszły buty, jakieś stare człapy. I otwór jak do piwnicy i zobaczyłam w mroku jakby składzik pełen szmat i innych szpargałów i schyliłam się. Zabrałam piękny wiklinowy koszyczek, bo stwierdziłam że będę w nim nosić jajka. I kilak słoików, z jakimiś starymi resztkami. Jak po ogórkach i to było dziwne, bo w domu takie stare słoiki wyrzucam, a tu te chleboczące zabrałam. Jak się oddalałam, to zobaczyłam że z prawej idzie Marysia. Wyrzucała w tym lesie chyba odpady. Przyspieszyłam kroku w stronę domu, by nie widziała co niosę i miałam nadzieje że wejscie do jamy dobrze przykryłam.
Znalazłam sie na Osiej, wciąż miałam ten koszyczek i teraz rzeczywiście z jakimś jajkiem, bo leżało w środku. I nie wiem… była Córka i jakiś Gość i przeszłam i weszłam na stadion, znowu w miejscowości rodzinnej. Była jakaś impreza, chyba, bo zaczął padać deszcz i moje trzy koleżanki zostawiły takie pudełko z rzeczami, a ja im to uratowałam. I poszłyśmy na kawę do biblioteki na górę, ale coś było ze schodami. Zrobiły się jak drabina ze wstążkami. Takimi krótkimi jak troki. I weszłam i szłam pewnie, bo pamiętam że ja już tam byłam, ale teraz przejście z drabiny na górę zagradzałam krata. I jedna koleżanka przeszła i ja byłam następna. Za mną stały te dwie. I powiedziałam że nie przejdę, bo bałam się że utknę. One próbowały mnie na siłę tam wepchnąć, ale pokazałam że głowa mi się nie zmieści i rzeczywiście w największy otwór kraty głowa mi nie weszła. Trochę ją też ustawiłam tak żeby nie weszła, bo nie podobało mi się to przejście. Coś było nie tak, nie było stabilne, zresztą krata miała dziwną symetrie, nie chciałam w niej zwyczajnie utknąć.