Bursztynowe Stosy – Zapis 998

Sen z 23.01.2026

 

Byłam w jednej z ościennej miejscowości rodzinnej. Ale konkretnie w której to nie wiem, niby Cmolas. W zależności jak padało światło tak ją widziałam. Idąc drogą skręciłam na plac po lewej stronie. Leżały tam cztery stosy jak grobowce z suszącym się bursztynem. Rozpoznałam go od razu. Przede wszystkim po wadze. Na każdym grobowcu było z kilkaset kilo kruszcu, a na jednym wyjątkowo wielkie bryły. Wszystko było pogrupowane w długich sznurach, tak by ułatwić chwyty, co też zrobiłam. Zaczęłam to przewracać, by odwrócić te ze spodu na wierzch i na samym spodzie była słoma. Dodatkowo jakieś patyczki. Mokre to było, więc tylko upewniło mnie ze robię dobrze.

Jak spojrzałam na grobowce to cały bursztyn był teraz niewidoczny.

I z domu skrajnie po lewej wyszłam kobieta. Właścicielka czy opiekunka. Miałam nadzieje że nie posądzi mnie o kradzież, więc wyprzedziłam jej pytania i powiedziałam że przełożyłam do suszenia. Podeszłam do grobowców i odkryła trochę ten bursztyn. Zaczęłyśmy rozmawiać. Wyciągnęłam z kieszeni zadziwiający kamyk. Zwykły nieoszlifowany ale od razu widać ze szlachetny. Wyglądał jak topaz w lekkim dymnym odcieniu jak „baby blue”. W strukturze było coś co powodowało lśnienie w żywej rubinowej barwie, drobiny. Ale aktywowane światłem, bo za każdym ruchem zmieniały położenie jak żywe. Tak jakby ilość tego związku była stale rosnąca. I jeszcze struktura cząsteczek, miałam wrażenie że jest okrągła, nie geometryczna jak kryształ, tylko okrągła. Kamyk był niewielki, może na cztery centymetry, w kształcie lekko trójkątnym. I nie wie wiem czy to wrażenie czy co ,ale jakoś można go było łączyć z obrączkami.

Wskazała na pole po prawej stronie drogi i to już zobaczyłam jak prawdziwe, ale w przeciwnej lokalizacji do pierwotnej ościennej wsi. Pole jest zarośnięte dziką trzciną i ze znikającym stawem przeciwpożarowy. Ale teraz było zaorane. I zapytałam czy może razem byśmy się wybrały na takie zbieranie kamyków, bo ja ortez lubię, ale kobita gdzieś się rozpłynęła, a wokół pojawiła się masa ludzi.

I tu zrobiło się jak na targu lub festynie. Byli strażacy i chłopi, bo lniane sukmany wszędzie się pokazały, jak na skansenie. Przeszłam do góry i wyszłam prawą stroną. Zaczęłam schodzić z góry, idąc w stronę domu.