Puszczenie blokady na Gdańsk – Zapis 1072

Sen z 24.07.2026

 

Udało mi się kupić bilety do Gdańska. A nawet zarezerwować hotel. I dotarło do mnie dlaczego nie udało mi się tego zrobić w czerwcu na żywo. Chciałam polecieć na dwa dni, ale bank po trzech próbach zablokował mi konto, więc przyjęłam to za synchroniczność.Odpuściłam i dzisiaj we śnie miałam już te bilety. Miałam dzisiaj, bo w czerwcu byłam za słaba ( od lipca chodzę na fitness) i asystent podróży był nie był odpowiedni. Leciałam z Agnieszka nie z Jolą. Z Agnieszką, jak pierwotnie na żywo proponowałam.

Byłam w moim pierwszym domu poślubnym. Przyjechał po nas zdezelowany bus, żeby nas zabrać na lotnisko. Taki to był rupot, że w głowie się nie mieści. Aga siadła z tyłu, a ja po prawej obok kierowcy. Od razu się zapadłam w tym aucie jakby siedzenie miało dziurę do podłogi. Musiałam się przenieść na środkowe miejsce. Nie mogłam znaleźć rezerwacji na hotel, gdzieś zapodziałam papier z wydrukiem. Przypomniałam sobie, że w walizce a one już były na lotnisku. Stwierdziłam, że sprawdzę na telefonie, bo hotel płaciłam, ale po zalogowaniu na PKO SA podebrał się jakiś dziwny język. Jakiś południowy, bo miałam wrażenie że czeski przez diakryty. i jeszcze podeszłam do komody, bo w nocy cały czas lało na żywo, więc żeby na wyjeździe nie było mi zimno, zaczęłam wybierać swetry.

Ale miałam tych swetrów. Żadnego nie ma na żywo. Mięciutkie i wszystkie z jednym określonym wzorem z przodu. Na planie kwadratu albo 16 serc, albo 9 rombów, albo 9 jeszcze innych figur. Nie mam pojęcia co tak upatrzyłam sobie jedną konfiguracje i raczej ciemne kolory. Chociaż figury były wyszywane błyszczącą nitką. Wzięłam chyba 3. 

I wyszłam do samochodu by jechać na lotnisko i jak wcześniej stał na południe, to teraz stał na zachód i był to samochód szwagra. I albo stał na bębnie, albo na posesji szwagierki, ale raczej bęben. Miejsce które pamiętam z dzieciństwa.

No to dobra, szwagier nas podwiezie. Teściowa dałam mi klucz do domu. Weszliśmy do samochodu, bo dzieci też chciały nas zawieść i takiego samochodu nigdy w życiu nie widziałam.

Wchodziło się z boku. Przed nami były trzy rzędy siedzisk, ale strasznie długie na co najmniej 5 osób. Siadłam w pierwszym rzędzie z Dawidem. Jak usiadłam, to przed sobą miałam łóżko sypialne i ścianę z oknem. Widać było część nieba i korony drzew. Po lewej tylko ścianę, a po prawej było następne łózko i tam już siedziało dziecko i kierowca. Kierowca to w ogóle był jakiś szał. Leżał na brzuchu i do okolicy nerek był zabudowany jak w tomografie. Pod brzuchem miał chyba podkładkę ortopedyczną by minimalizować nienaturalne wygięcie kręgosłupa. Rękaw otulał go szczenie i zdaje się że na końcu był monitor i właśnie na niego patrzył prowadząc. Przesunęłam wzrok po prawej do tyłu i wyglądało jak ścianka z wydzielona łazienką. Zapytałam o nią więc i pokazali mi ją. Leżała jeszcze na łóżku obok kierowcy niezłożona. Nigdy nie widziałam takiego kampera, który wyglądał jak zwykły dziadowski pokój.