Prezydent- Zapis 1010

Sen z 17.02.2026  godz. wybudzenia 1:00 rano

 

Byłam w pałacu na dolnej kondygnacji. Przeglądałam się w lustrze czy koszulka i szlafrok dobrze leży. W sumie to nawet sie nie widziałam w odbiciu, bo patrzyłam z boku, ale stwierdziłam że jest ok. Zaczęłam przemierzać korytarze w mroku. Weszłam wyżej i przeszłam przez pokój jego Córki. Znalazłam się w prezydenckiej sypialni.

Prezydent wygląda jak Donald Trump. Z góry zeszli jego następni potomkowie. Dwoje dzieci. Przywitali się z nimi uściskiem dłoni. Mocne to były uściski, jak na spotkaniu gabinetowym, a nie w alkowach. I jak młodzi wyszli, Prezydent odsunął mi kołdrę i zaprosił do łózka. Weszłam, bo miałam wrażenie że to formalność, że wszystkie umowy zostały zawarte i zostało tylko skonsumować związek. Ale miałam opory i chciałam rozegrać to po swojemu. Odsunąć konsumpcje w czasie, by przygotować sobie najlepszy grunt.

I tak leżymy i coś tam rozmawiamy i ten zaczyna na mnie napierać. Szczególnie na klatkę piersiową. Normanie brakuje mi tchu z ucisku. Zaczęłam mówić, że musi być delikatny, trzymając go na dystans, a ten jakby nie potrafił. Nie rozumiał, jakby dla niego cielesność była niezdarna, grubiańska i prostacka. I nagle leżąc na lewym boku jakoś tak mocno się skurczył, skulił i zaczął wydawać dźwięki jakby robił  bulgoczącą kupę.

Mnie dosłownie aż zatkało, a ten ściska kołdrę i cały czas produkuje gówno z dźwiękami jak z trąbki. Zaczęłam mieć torsje i myślę że nie opanuje. Że normalnie sie zrzygam jak kot. I raz, drugi i zaciągam nosem powietrze, ale niby nie czuje gówna. Na żywo tak mam że dopóki zapachu nie poczuje obraz na mnie nie działa. Ale te dźwięki są tak sugestywne, że torsje szarpią mną raz za razem, więc zwlekłam się z łoża, a Prezydent razem ze mną uczepiony mojej nogi. I cały czas wydający te odbytowe dźwięki. Torsje wyrzuciły mnie ze snu z takim kołataniem i przyspieszonym rytmem serca, jakby to były faktyczne objawy somatyczne.

Zaczynam myśleć, że Materia Nienazwana nie spocznie dopóki mnie nie sformatuje.