Ulepiony Ulaniec – Zapis 991

Sen z 10.01.2026

 

Byłam w domu rodzinnym, ale dziwnie wyglądał. Rodzinny był tylko z rzutu architektonicznego ciągu komunikacyjnego, a z wystroju i wielkości pomieszczeń to już nie wiem czyj. Siedziałam na łóżku. Z lewej miałam ogromny telewizor jak w sali kinowej, a w kuchni byli moi rodzice. Ojciec dwójki małych dzieci zaklejał telewizor jakimiś niebieskimi plakatami. Zostawił tylko na środku niewielką cześć. Zapytałam dlaczego. Wytłumaczyli mi, że dzieci jak oglądają całą powierzchnie, to zmysły nie nadążają z analizą. Śledzenie ruchu warg postaci na ekranie rozjeżdża się z dźwiękiem i napisami. Dlatego Stary ograniczył liczbę bodźców niebieskimi kartonami.

Spojrzałam na ekran i rzeczywiście dźwięk był opóźniony w stosunku do obrazu. Co dopiero jak dzieci czytały napisy. Większość obrazu wtedy umykała niezauważona. Dlatego to było dobre rozwiązanie dla ustalenia priorytetu odbioru obraz- słuch -słowo pisane.

Nagle zrobiło się jakieś zamieszanie, pojawił się jakiś Duch w domu i zaczął straszyć? Te dzieci były przejęte i z kuchni wyszli moi rodzice. Przeprowadzili mnie przez nią i stanęliśmy w trójkę na korytarzu przed białymi drzwiami do następnego pokoju. I tak patrzę na nie i mówię do Ojca: może coś ci się wydawało i już chciałam iść z powrotem. Ale Ojciec mnie zatrzymał i patrzę znowu na drzwi, a te jakby pokryły się bąblami. Normalnie jak stara farba olejna, zbąbliło jak pod wpływem rozpuszczalnika czy starości.

Drzwi jakby się uchyliły i przez drzwi zaczęła przechodzić prawa ręka aż do łokcia. Chuda jak patyk z wyraźnym stawem, ale bez plam i przebarwień, szara. Otworzyłam więc drzwi to zobaczyć, a To w tym samym momencie ruszyło w naszą stronę by przekroczyć próg.

Ale to było dziwne, człekokształtne, metr trzydzieści najwyżej. Nagie bez cech płciowych. Nie miało ani brodawek sutkowych, ani zarysowanego sromu czy penisa. Nic, gładką powierzchnię. Brak miednicy, bo rozstaw chudych nóg i chód o tym świadczył. Nie poruszał się jak na osadzonym szkielecie ze stawem biodrowym, tylko jak na ulepionym ciele z gliny. Długie przylizane, rzadkie włosy, ciemne. W miarę normalna twarz, ale jakby nie wykształcona, chociaż mająca cechy genetyczne czy rasowe. Spojrzałyśmy sobie prosto w oczy. Nic tam nie było. To chciało po prostu wyjść. Weszłam za próg i popchnęłam Uleciepnica mocniej za drzwi żeby rozpłynęło się w mroku pokoju, ze słowami idź z stąd.. Cofnęłam się na próg i zamknęłam drzwi, nie miałam pojęcia co z tym ulańcem zrobić. 

Rodzice stali przy mnie i jakby czekali co powiem. Spojrzałam na Ojca i mówi, że To to było jego, jakoś z nim powiązane. To było podobne z twarzy, czyli co najmniej trzy punkty kostno-podobne musiały być spójne z zarysem Ojca. Ale to nie był przodek, to był jakiś zlepieniec. Nie mam pojęcia po co mi to pokazali. A co dopiero jak się tego pozbyć.