100 LIRów – Zapis 999

Sen z 24.01.2026

 

Byłam w szpitalu. Na początku niby jako pacjent, ale szybko przeszłam do lekarza z własnym biurkiem i ekranem z filmem medycznym. W głowie tłukła mi się myśl jaki lekarz? bo z ciałem to pracowałam na żywo, ale tylko na jodze. Podczas jakiegoś zabiegu coś mi się wylało na prawa stopę. Dokładnie na śródstopie, jakiś odczynnik. Żrący i szkodliwy, bo kobieta od razu kazała to przepłukać woda. Jeśli bym tego nie zrobiła, to wdałaby się martwica. Podeszłam kobieta i pokazała mi swoje srebrne sandałki na stopach. Piękne były, w miarę płaskie z zawieszkami, bo coś tam dyndało i z taką ozdobnie wyciętą skórką z tyłu, że tworzyła takie ładne zrębki. Spojrzałam na swoje nogi i też miałam takie medyczne klapki i stopę obciągniętą rajstopą. Pomyślałam że skoro tu można przychodzić w takich bytach, to ja też będę przychodzić w tych swoich wymyślanych.

I stolik jakby przeniósł sie na otwartą przestrzeń. Pojawili się ludzie, w tym mój Partner. Na stole jakieś potrawy. Wiem, bo jak Partner przeniósł się na prawo, to zaniosłam mu jakiegoś gołąbka. Po lewej była jakiś las, równoczesne z budynkami i tam znalazłam jakieś wędki. Złamałam je na samej górze, bo nie mieściły się w przejściu z zakrystii na boczną nawę. I oni zostali, a ja sama poszłam zwiedzać starówki. Nie czułam żadnego niepokoju bo miałam internet i telefon. I wyglądało na to że oni bardzo dobrze to stare miasto znali. Zapuściłam się wiec sama, bo byłam pewna że w razie czego, od razu mnie odnajdą.

Znalazłam sie w jak w bocznym przedsionku gotyckiej katedry. Miałam wejść dalej, ale jakoś odwróciłam wzrok do tyłu. Przy ścianie na posadzce leżał złoty łańcuszek albo bransoletka. Od razu uderzyła mnie myśl ze to moje, że ja tu to kiedyś zostawiłam. Podeszłam szybko i podniosłam. W tym samym momencie wyszedł kapłan z prawej. Stary i z takim surowym wyrazem gęby. Coś zauważył, ale nie zdążył chyba zinterpretować, bo Ja błyskawicznie uklękłam i wykonałam zamaszysty znak krzyża. On wszedł do konfesjonału po prawej, ale ten konfesjonał wyglądał jak tabernakulum. Cały w złocie i wysadzany drogimi kamieniami. Lewą dłoń miałam z łańcuszkiem w kieszeni, ale nie wyciągnęłam go oglądać, bo Ksiądz czułam że zerka na mnie przez szparę jak z szafy. Wyszłam więc jak w pokorze, by nie wzbudzać podejrzeń.

Znalazłam się jak w granicy starówki i zaczęłam schodzić w dół. Przeszłam za daleko, bo zobaczyłam trakcje kolejowe. Zawróciłam więc i cofając się sprawdzałam wszystkie ulice po lewej żeby znowu odbić w starówkę. W pierwszą nie dało się wejść, bo była zalana. Dalej była ławka z parą. Dosiadłam się na chwile by zebrać myśli.  Para jakoś próbowała się połączyć ale niepewność i była silniejsza niż wiara w pokonanie wszystkich przeszkód. I tak siedzę i patrze na nich, patrze na boki i jest droga. Podniosłam się i wchodzę na starówkę.

A kobieta za mną, jakby coś chciałam zapytać. Odpowiedziałam że wszytko sie uda, po prostu Gość jest nieśmiały i nie wie do końca jak się za to zabrać. Twarz jej pojaśniała, ale dalej stała jakbym to musiała powtórzyć. Że tak, to nie jest stracony czas. Wróciła do niego szczęśliwa. A ja doszłam do Pola.

Pole było zaorane, otoczone starymi dębami i niskim murem jak cmentarnym. Miałam wrażenie, że ja już kiedyś tu byłam, ale w innej przestrzeni i czasie. Od razu znalazłam srebrną monetę, nie wiem jak ci ludzie ją przeoczyli, skoro leżał i błyszczałam w słońcu. Wyglądało to jak teren do przeszukiwania dla turystów. Co kto znalazł, to jego. Moneta była owalna w poziomie, bardzo gruba jak medalion, ale owal spowodowany zniszczeniem. Na rewersie było 100 lir i coś tam dalej.. już zatarte. Chciałam zrobić zdjęcie i wrzucić do wyszukiwarki ale poszedł jakiś Gość. Zawodowy zbieracz i sugerował że to nic nie warte. I najlepiej żeby jemu odsprzedać. Ale pojawił się jego Ojciec i on w głosie już nie potrafił uryć nutki świadczącej o znalezisku. Schowałam ją więc do łańcuszka, by w domu dobrze to przeglądnąć. Pod nogami zobaczyłam następną monetę, ale jak ją zaczęłam wyciągać, to okazało się że szyjka od butelki. Po chwili zobaczyłam taką następną i następną. Całe pole były usiane zakopanymi butelkami.